Obserwatorzy

Google+ Followers

Fitomed, tonik oczyszczający ziołowy do cery tłustej


Według producenta

Składniki bioaktywne: wyciąg z szałwi, oczaru, melisy, nagietka, d - pantenol oraz substancje antybakteryjne.

Właściwości: podstawowymi składnikami wyciągu z szałwi jest olejek i garbniki. Olejek szałwiowy oczyszcza i dezynfekuje skórę, przeciwdziała jej zbytniemu przetłuszczaniu się.
Działanie: oczyszczające, antybakteryjne. Tonik wygładza i rozjaśnia skórę, zamyka pory. Łagodzi objawy trądziku grudkowo - krostkowego.
Polecany przez dermatologów do cery tłustej i trądzikowej, wrażliwej.
Fitomed poleca: wskazane jest stosowanie żelu do mycia twarzy do cery tłustej oraz odświeżającego płynu z kwiatu pomarańczy marki Fitomed. Ze składników kosmetyki naturalnej (np. rozmarynu, tymianku, skrzypu, nagietka, melisy, tlenku cynku, glinki zielonej i talku) sporządzać maseczki oczyszczające.

Skład: Aqua, Herbal Extract, Glycerin, Peg-40 Hydrogenated Castor Oil, Propylene Glycol, Allantoin, Panthenol, Alcohol, Fragrance, Methylchloroisothiazolinone (and) Methylisothiazolinone.


Skład z butelki, którą kupiłam dziś: Aqua, Salvia Officinalis Extract, Hamamelis virginiana Leaf Extract, Melissa Officinalis Extract, Calendula Officinalis Extract, Panthenol, Glycerin, Peg-40 Hydrogenated Castor Oil, Lactic Acid, Parfum, Phenoxyethanol(and)Ethylhexylglycerin.


Według mnie

Bardzo lubię ten tonik, we wtorek kupiłam kolejną butelkę i trochę się zdziwiłam, bo się zmienił. Na początku zmian w ogóle nie zauważyłam, ale jak skopiowałam skład, to się zorientowałam, że jest inny niż na nowym. Wydaje mi się, że mogę zaryzykować stwierdzenie, że nawet się polepszył. Ale o tym napiszę kolejny post, kiedy już wypróbuję.
Na razie recenzja tego ze składem numer 1.

Za niewielką cenę - niecałe 10zł dostajemy butelkę 200ml. 
Dostępny w aptekach DOZ i sklepach Fitomedu, nigdzie indziej go nie widziałam. 
Produkt ma wygodną butelkę, łatwo-otwierający się korek i odpowiedniej wielkości dziurkę, która doskonale dozuje płyn. 
Zapach mi się bardzo podoba, taki ziołowy, lekko słodkawy. Lubię go używać. Tonik jest w kolorze słabej herbaty.
Tonik ten kupiłam na rozpoczęcie bardziej świadomej pielęgnacji (wiem, wiem zły PEG, ale tonik miał dobre opinie) i wraz z innymi produktami zdziałał cuda. Niestety nie potrafię określić, który z produktów tak cudownie wpłynął na moją skórę, ale podejrzewam, że właśnie wszystkie razem.
Tonik ogranicza trochę wydzielanie sebum, łagodzi podrażnienia, uspokaja skórę. Oczyszczania porów nie zauważyłam, ale nie oczekiwałam tego od toniku. Jakby odrobinę rozjaśnia przebarwienia.

Podsumowując dobry produkt w dobrej cenie, polecam :)


Publikuję również na PnK

Ziaja, de-makijaż dwufazowy


Według producenta

Idealny do zmywania kosmetyków wodoodpornych. Polecany również dla osób stosujących soczewki kontaktowe. Przebadany okulistycznie. Nie zawiera substancji zapachowych. Szybko i skutecznie usuwa makijaż. Nie pozostawia tłustej warstwy wokół oczu. Zapobiega wysuszaniu wrażliwej skóry. 
Wstrząsnąć do uzyskania jednolitej barwy. Delikatnie zmywać makijaż wacikiem nasączonym płynem, unikając wprowadzenia go do oka. 



Skład: Aqua (Water), Cyclopentasiloxane, Isohexadecane, Sodium Chloride, 2-Bromo-2-Nitropropane-1,3-Diol, Sodium Benzoate, CI 42090. 


Według mnie

Produkt to dwufazowy płyn, co oznacza, że się rozwarstwia i trzeba go wstrząsnąć przed użyciem.
Za tą butelkę zapłacimy 6zł, pojemność to 120ml.

Opakowanie to wygodna buteleczka z odkręcanym korkiem. Zapachu brak.

Co prawda producent ostrzega, że należy unikać wprowadzenia płynu do oka, wiadomo, że lepiej kosmetyków do oczu nie wlewać, ale jeśli coś ma styczność z oczami, to nie ma prawa ich podrażniać. Niestety w przypadku tego kosmetyku tak jest, nieopatrznie  odrobina płynu wleciała mi do oka przy próbie zmycia eyelinera i zaczęło niemiłosiernie szczypać i piec. To pierwszy duży minus.

Producent spełnia obietnicę - płyn nie zostawia tłustej warstwy po użyciu, ale nie spełnia najważniejszego zadania, nie zmywa makijażu. Gdy zmywam eyeliner (cienka kreska, niewodoodporna), to kreska rozmazuje się po całej twarzy, wszędzie czarne smugi, musiałabym zużyć kilka wacików, żeby to domyć. 
Chciałabym zauważyć, że płyn micelarny BeBeauty zmywa kreskę bez problemu (piszę to, by pokazać, że nie jest to problem z eyelinerem, skoro inne kosmetyki sobie radzą).

Teraz muszę zużyć ten płyn, czuję, że to będzie trudne zadanie.


Swoją drogą, co sądzicie o nowym nagłówku? Przy wcześniejszym opinie były, że za szary, więc popracowałam. Efekty zadowalające? :)

e. Publikuję również na PnK

Farmona, Jantar, Odżywka do włosów i skóry głowy


Według producenta

Zawiera biologicznie czynne substancje stymulujące porost włosów, aktywny wyciąg z bursztynu, d'panthenol oraz witaminy A, E, F, H. Systematycznie stosowana poprawia metabilozm i dotlenienie cebulek włosów, regeneruje i łagodzi podrażnienia. Włosy stają się wyraźnie grubsze, lśniące i odporne na uszkodzenia. Odżywka zapobiega rozdwajaniu włosów i chroni przed szkodliwym wpływem środowiska i słońca.

Skład: Aqua, Propylene Glycol, Glucose, Calendula Officinalis Extract, Chamomilla Recutita Extract, Rosmarinus Officinalis Extract, Salvia Officinalis Extract, Pinus Sylvestris Extract, Arnica Montana Extract, Arctium Majus Extract, Citrus Medica Limonum Extract, Hedera Helix Extract, Tropaeolum Majus Extract, Nasturtium Officinale Extract, Amber Extract, Disodium Cystinyl Disuccinate, Panax Ginseng, Arginine, Acetyl Tyrosine, Hydrolyzed Soy Protein, Polyquaternium-11, Peg-12 Dimethicone, Calcium Pantothenate, Zinc Gluconate, Niacinamide, Ornithine Hci, Citrulline, Glucosamine HCI, Biotin, Panthenol, Polysorbate 20, Retinyl Palmitate, Tocopherol, Linoleic Acid, PABA, Triethanolamine, Carbomer, Parfum, 2-Bromo-2-Nitropropane-1,3-Diol, Methyldibomo Glutaronitrile, Dipropylene Glycol, Limonene, Linalool

Według mnie

Butelka jest szklana, przezroczystość umożliwia kontrolowanie ilości produktu, jest wyposażona w dozownik, który odrobinę utrudnia życie (nie do końca rozpracowałam jego działanie, przy przykładaniu palca wylatywała kropelka, więc starałam się dotykać głowy, żeby coś wyleciało. Czasem kończyło się to prawie, że biciem głowy tymże aplikatorem i frustracją). 
Cena jest niewielka - 10zł za 100ml. Dostępność raczej niezła, dostępny w aptekach DOZ, na allegro pewnie też.
Pachnie męskimi perfumami czy też wodą kolońską. Na szczęście zapach ten nie pozostaje wyczuwalny na głowie.
Działanie jest bardzo dobre, powstrzymuje wypadanie włosów (uratował moje nędzne resztki na głowie), sprawia, że pojawiają się baby hair i trochę przyspiesza porost.



Nie wiem tylko czy w końcu zmienił się skład czy nie, ja używałam Jantara rok temu i był super. Teraz nie mogę porównać składów, bo opakowanie stare wyrzuciłam :/

Emolienty, humektanty, proteiny

Myślę, że nie znajdziecie tu żadnej prawdy objawionej, ale skoro już biorę się za pisanie o włosach i kosmetykach, to trzeba to zrobić od początku do końca.
A jak pewnie wiecie (lub nie), czytanie składów jest przydatną umiejętnością w dobieraniu odpowiednich produktów. 
W takim razie rozpoczynam serię postów, złożonych z czystej teorii, dotyczącą składników kosmetyków.
Tyle słowem wstępu, dziś zaczniemy od:

Emolienty są substancjami tłuszczowymi, które tworzą na powierzchni włosa warstwę ochronną - odbudowują płaszcz lipidowy włosa, który zostaje zaburzony, na przykład przez zabiegi takie jak prostowanie włosów, co sprawia, że woda odparowuje z włosa. Emolienty zapobiegają utracie wody, a także chronią włos przed uszkodzeniami mechanicznymi, oraz wygładzają włosy i sprawiają, że są elastyczne.

Przykładowymi emolientami są:
- Alkohole tłuszczowe - np. Cetearyl Alcohol, Cetyl Alcohol (Alcohol Denat NIE należy do emolientów) i kwasy tłuszczowe: np. Stearic Acid
- Oleje i masła  - mają w nazwie Oil lub Butter - np Prunus Amygdalus Dulcis Oil (uwaga! Mineral Oil to parafina), Shea Butter.
- Parafina - Mineral Oil, Paraffin, Paraffinum Liquidum
- Silikony:
  • Odparowujące włosa: Cyclomethicone, Cyclopentasiloxane, Cyclotetrasiloxane, Cyclohexasiloxane, Octamehtyl Cyclotetrasiloxane
  • Zmywalne wodą: Dimethicone Copolyol, Lauryl Methicone Copoyol, Hydrolyzed Wheat Protein Hydroxypropyl Polysiloxane, silikony z PEG - ważny tu jest numer przy PEG, im wyższy, tym lepiej rozpuszcza się w wodzie, poniżej 4 nie rozpuszcza się wcale.
  • Do usunięcia łagodnym szamponem: Amodimethicone - łączenie z Trideceth-12 i Cetrimonium Chloride ułatwia zmywanie, Dimethicone, Dimethiconol, Beheonocy Dimethicone, Phenyl Trimethicone
  • Do usunięcia szamponem z SLS/SLES: Simethicone, Trimethicone, Trimethysilylamodimethicone, Trimethylsiloxysilicates
(wypisanie silikonów z pomocą wizażu )
Woski: np. Cera Alba (-wosk pszczeli), Lanolin

Przykładowymi odżywkami emolientowymi są:
- Garnier Awokado i Karite (moja recenzja)
- L'biotica Biovax
- Alterra, maska i odżywka Granat i aloes


Humektanty są substancjami higroskopijnymi, mają zdolność wiązania wody we włosie, co zapobiega jej utracie. Powinny być stosowane wraz z emolientami, bo przedawkowanie samych humektantów skutkuje przesuszeniem.

Przykłady humektantów:
- aloes (Aloe Vera)
- gliceryna (Glycerin)
- kwas hialuronowy (Hyaluronic Acid)
- D-panthenol
- miód (Mel)


Proteiny są białkami, mają zdolność tymczasowego wypełnienia mikrouszkodzeń w strukturze włosa, dzięki temu włos staje się mocniejszy, mniej podatny na uszkodzenia i wyraźnie grubszy. Aby proteiny mogły zadziałać trzeba trzymać je dłużej na włosach (co najmniej 15-20 minut). Proteiny należy łączyć z emolientami, gdyż przedawkowanie protein skutkuje włosami sztywnymi, oklapniętymi, suchymi i pozbawionymi blasku.

Przykłady protein:

  • keratyna - Hydrolyzed  Keratin
  • jedwab - Hydrolyzed Silk
  • elastyna - Hydrolyzed Elastin
  • kolagen - Hydrolyzed Collagen
  • proteiny mleczne - Hydrolyzed Milk Protein
  • proteiny pszenicy - Hydrolyzed Wheat Protein
Proteiny hydrolizowane - mają bardzo małe cząsteczki, które mogą głebiej wnikać w strukturę włosa.

Źródła protein:
- domowe np. żółtko jajka, piwo, mleko, żelatyna
- odżywki np. (moja ulubiona) Artiste różowa (KONIECZNIE zmieszać z emolientami), Kallos Crema al latte (recenzja)


Mam nadzieję, że komuś się ta wiedza rzeczywiście przyda! 
Pozdrawiam :)

Babydream, szampon


Według producenta

Delikatnie i dokładnie oczyszcza skórę głowy i pielęgnuje włosy niemowlęcia. Proteiny pszenicy zapobiegają elektryzowaniu się włosów.
Szampon może być także stosowany do codziennej pielęgnacji włosów przez dorosłych. Produkt zawiera rumianek i pantenol. Nie zawiera barwników i konserwantów oraz składników pochodzenia zwierzęcego.

Skład + analiza: Aqua, Lauryl Glucoside - substancja myjąca, Cocamidopropyl Betaine - substancja myjąca, Coco-Glucoside - substancja myjąca, Glyceryl Oleate - emolient, Sodium Lactate - humektant, Triticum Vulgare Germ Extract - ekstrakt z kiełków pszenicy, Panthenol - humektant, Glyceryl Caprylate - emolient, Lactic Acid - humektant, Chamomilla Recutita Extract - ekstrakt z rumianku, Parfum.


Według mnie

Opakowanie jest wygodne, ładna szata graficzna (te motylki koło korka są cudowne :) ), ale minusem jest fakt, że nie widać ile szamponu zostało w butelce. Łatwo się otwiera.
Zapach ładny, pachnie bobasem. Cena jest niewielka, jakieś 5 zł za butelkę 250ml (na zdjęciu mam małe opakowanie, wygodne w podróży). Konsystencja płynna, spływa z ręki. Pieni się średnio, potrzebuję ze trzech "chlupnięć" szamponu, żeby umyć włosy przy skalpie, na długość potrzeba kolejnego chlupnięcia.

Włosy są czyste, radzi sobie ze zmywaniem oleju, jednakże myjąc nim na co dzień, musimy od czasu do czasu użyć szamponu, który ma SLS (np Joanna Naturia pokrzywa i zielona herbata), bo włosy zaczynają być niedomyte.

Ten szampon jest naprawdę dobry, zdziwiłam się bardzo słysząc o tym, jak podrażnia u innych. Wiele razy czytałam opinie, że pojawia się łupież, skalp podrażniony itp. Sama używałam go przez dłuższy czas i byłam zadowolona. Jednakże i mnie dopadła zła sława BD.
Nie mam łupieżu, ale swędzi mnie głowa. Od jakiegoś czasu swędzi mnie przy myciu i po myciu, kiedy myję tym szamponem. 
Teraz nie wiem czy mogę ten produkt polecać, czy raczej odradzać. Przez tyle czasu dobrze mi służył. Widać przez jakiś okres można go spokojnie używać, ale należy odstawić, gdy tylko zauważamy oznaki podrażnienia.

Forte Sweden, Romantic Professional Anti - Age, Balsam do włosów z jedwabiem


Według producenta

Balsam Romantic to profesjonalne rozwiązanie dla zniszczonych i starzejących się włosów. Zawarty w balsamie kompleks składników aktywnych Vecorexin Protective pomaga zwalczać wolne rodniki, które przyspieszają procesy starzenia się. Dodatkowo zawarte w balsamie proteiny jedwabiu mają działanie nawilżające i regenerujące. 

Skład: Aqua, Cetearyl Alcohol, Cetrimonium Chloride, Dimethicone Copolyol, Hydrolized Silk, Butelyne Glycol, Lecithin, Ethylhexyl Methoxycinnamate, Hydrolized Soy Protein, Hydrolized Wheat Protein, Tocopheryl Acetate, Linoeamidopropyl PG-Dimonium Chloride Phosphate, Propelyne Glycol, Calendula Officinalis Flower Extract, Sunflower (Helianthus Annus) Seed Oil, Glycerin, Matricaria (Chamomilla Recutita) Flower Extract, Walnut (Juglans Regia) Shell Extract, Tocopherol, Tripeptide-1, Actylates C10-30 Alkyl Acrylate, Crosspolimer, Carrageenan (Chondrus Crispus) Xanthan Gum, Triethanolamine, Dimethylmethocy Chromanol, Glycolipds, Caprylyl Glycol, Phenoxyethanol, Parfum, Isopropyl Alcohol, Magnesium Nitrate, Magnesium Chloride, Methylchloroisthiazolinone, Citric Acid, Linalool, Limonene.

Według mnie

Opakowanie jest świetne, butelka z dozownikiem, jedynym minusem jest to, że przy "otwarciu" pompki (trzeba ją trochę odkręcić, aby wydobyć produkt, potem powinna się zamykać), nie chce się ona wkręcić z powrotem, być może mam po prostu wadliwy egzemplarz, ale jeśli nie zabieramy jej w podróż, nie ma to większego znaczenia.
Cena bardzo dobra - 10zł za 1000ml, ale słabo z dostępnością - widziałam ten balsam raz w życiu, w małej drogerii nad morzem, gdzie byłam na wakacjach, pewnie można ją znaleźć gdzieś w internecie.
Zapach jest delikatny, konsystencja niezbyt gęsta.
Nie wiem jak z wpływem anty-starzeniowym, przy zakupie nawet nie zwróciłam uwagi, że jest Anti-Age :)
Na moich włosach działa całkiem dobrze, nie ma efektu wow, jest lekkie nawilżenie, włosy są nieobciążone, miękkie.
Jeśli gdzieś ją spotkacie, to warto wypróbować :)

Kallos, Crema al Latte


Według producenta

Dzięki proteinom pozyskanym z mleka krem wspaniale nadaje się do każdego rodzaju włosów, pozostawiając je delikatne i odżywione. Doskonały do zregenerowania włosów osłabionych przez rozjaśnianie, farbowanie oraz trwałą ondulację.
Występuje w 3 pojemnościach: 275ml, 800ml i 1000ml.

Skład: Aqua, Cetearyl Alcohol, Methosulfate, Parfum, Phenoxyethanol, Methyldibromo Glutaronitrile, Hydroxypropyltrimonium Hydrolized Casein, Citric Acid, Hydrolized Milk Protein, Methylchloroisothiazolinone, Sodium Cocoyl Glutamate, Methylisothiazolinone.

Według mnie

Przede wszystkim świetna cena - dałam 12zł za 1000ml. Dostępność jest raczej średnia, w internecie tego dużo, ale stacjonarnie możemy ją znaleźć tylko w Hebe, albo sklepikach fryzjerskich (chyba, że gdzieś jeszcze są?).
Opakowanie jest jak widać na obrazku, dla mnie bardzo niewygodne, trzeba pakować ręce do środka i grzebać, żeby maskę wydobyć, ciężko mi ją złapać jedną ręką, żeby wyciągnąć z koszyka, jak zapomnę zrobić tego, zanim zacznę myć włosy.
Zapach, cóż, wiele osób pisze, że pachnie jak budyń - gdzie ten zapach? Jak lekko powącham z daleka, to zapach jest spoko, ale przy zbliżeniu odżywka "wali" chemią.
Konsystencja średnio gęsta, raczej lekka, dobrze rozprowadza się po włosach.
Działanie wynagradza wady. Włosy są delikatne, bardzo miękkie, sypkie. Odżywka nie obciąża. Do tego na szczęście na włosach pozostaje przyjemna woń, nie ta chemiczna ;)

Garnier Fructis, Goodbye Damage


Według producenta

Odżywka wzmacniająca to wyjątkowe połączenie dwóch składników: Keraphyllu i olejku z owoców amli.
Jej bogata, kremowa formuła o natychmiastowo rozpływającej się konsystencji wnika bezpośrednio do wnętrza włosów uzupełniając naprawcze działanie szamponu Fructis Goodbye Damage. Po umyciu włosów szamponem nałóż odżywkę na całą ich długość i po kilku chwilach spłucz by włosy stały się mocniejsze od nasady aż po same końce. 

Skład:


Według mnie:

Opakowanie bywa niezbyt poręczne, kiedy mam mokre ręce i próbuję wydobyć produkt, trochę ciężko mi to wychodzi czasami.
Cena jest niewielka, jakieś 8zł, często w promocji jest. Dostępność dobra, w drogeriach, w hipermarketach.
Zapach bardzo mi się podoba, jakby owocowy, lekko chemiczny, ale wciąż delikatny. Konsystencja dla mnie jest super, gęsta, bogata, łatwo się rozprowadza po włosach.
Działanie również jest bardzo dobre, włosy są nawilżone, miękkie, nie obciążone. Oczywiście nie ma co liczyć na obietnice producenta "Cofnij w 1 tydzień niemal rok uszkodzeń włosów, 10x mocniejsze na całej długości, 4x mniej rozdwojonych końcówek" - rzeczywiście włosy wyglądają zdrowiej i mocniej, ale bez przesady. A rozdwojonych końcówek niestety nie skleimy .
Mimo obiecanych gruszek na wierzbie, bardzo lubię tą odżywkę, dobrze działa na moje włosy i myślę, że będzie często gościć w mojej łazience.


P.S. Bardzo się cieszę, że liczba czytelników rośnie, obserwatorów jest coraz więcej. Dzięki Wam, moje drogie (bo chłopaków chyba tu nie ma? ;) ) mam powód by pisać, mam chęci, pomysły. Bardzo miło mi, że ktoś docenia moje starania :)
Pozdrawiam Was gorąco!

Garnier, Ultra doux, olejek z awokado i masło karite


Co mówi producent?

Odżywka do włosów zniszczonych z nowej linii Garniera `Naturalna Pielęgnacja` wzbogacona ekstraktami z olejku z awokado i masłem karité. Producent obiecuje że włosy po użyciu odzywki będą łatwiejsze w rozczesywaniu, odzywione, niewiarygodnie miękkie i błyszczące. Odżywka ma gładką i kremową konsystencję, która nie obciąża włosów. 

Skład: Aqua/Water, Cetearyl Alcohol, Elaeis Guineensis Oil/Palm Oil, Behentrimonium Chloride, Cl 15985/Yellow 6, Cl 19140/Yellow 5, Stearamidopropyl Dimethylamine, Chlorhexidine Dihydrochloride, Persea Gratissima Oil/ Avocado Oil, Citric Acid, Butyrospermum Parkii Butter/Shea Butter, Hexyl Cinnamal, Glycerin, Parfum/Fragrance (FIL C39789/1). (03.07.2010)





Co ja mówię?

Opakowanie to żółta buteleczka (na zdjęciu jest kolor do niczego, złe światło), kiedy patrzymy pod światło, możemy określić ile produktu nam jeszcze zostało. Plastik, z którego butelka jest wykonana, nie jest zbyt twardy, więc nie ma większych problemów z wydobyciem produktu.
Cena niewysoka, około 8zł za 200ml. Dostępność w porządku, jest w Rossmanie, w hipermarketach pewnie też
Zapach bardzo przyjemny, nie jest nachalny, ciężko mi określić czym pachnie. 
Bardzo podoba mi się konsystencja, która jest średnio gęsta, wydaje się bogata, doskonale rozprowadza się po włosach (dodatkowo ma fajny żółty kolor).
Włosy są po niej baaardzo fajne, miękkie, nawilżone, gładkie. Odżywka nie obciąża.


Ziaja, odżywka intensywne odżywianie

modelką za odżywką jest mój pies ;)

Co mówi producent?

Aktywny preparat bez spłukiwania o niskim pH, który zamyka łuski i regeneruje włosy aż po same końce.
Działanie:
- skutecznie przyspiesza regenerację włosów,
- wzmacnia ich delikatną i osłabioną strukturę,
- zwiększa odporność włosów na uszkodzenia,
- nawilża oraz zapobiega elektryzowaniu.
Efekt: włosy odżywione, zregenerowane.
Niewielką ilość odżywki nanieść równomiernie na świeżo umyte włosy. Nie spłukiwać. Przy włosach zbyt obciążonych równie dobre efekty można osiągnąć spłukując odżywkę po 3 - 5 minutach.

Skład: Aqua (Water), Cetearyl Alcohol, Cetrimonium Chloride, Dimethicone, Isopropyl Myristate, Paraffinum Liquidum (Mineral Oil), Panthenol, Tocopheryl Acetate, Ethyl Linoleate, Ethyl Oleate, Ethyl Linoleate, Propelyne Glycol, Aloe Barbadensis Leaf Extract, Retinyl Palmitte, Trilaureth-4 Phophate, Cyamopsis Tetragonolobus Gum, Sodium Benzoate, 2-Bromo-2-Nitropropane-1, 3-Diol, Parfum (Fragrance), Citric Acid. 

Co mówię ja?

Odżywki bez spłukiwania akceptuję tylko w formie psikanej, więc tą odżywkę spłukałam po jakimś czasie.
Opakowanie jest poręczne, wygodna buteleczka, choć zamknięcie potrafi być niewygodne (przed chwilą próbowałam otworzyć i nieźle się namęczyłam. 
Cena niska, około 5zł, z dostępnością też nieźle, ja kupiłam w Realu, ale w drogeriach na pewno też jest.
Zapach dla mnie okropny, chemiczny, trochę jak proszek do prania, niestety zostaje wyczuwalny na włosach (próbowałam tuningować, nawet śmierdzące dodatki nie zamaskowały tej woni).
I najważniejsze - działanie - absolutnie zerowe. Równie dobrze mogłabym zrezygnować z odżywki. Pieniądze wyrzucone w błoto, włosy nie są po niej ani nawilżone, ani odżywione. Jedyną rzeczą, która świadczy, że coś na włosy nałożyłam, jest ten irytujący zapach.

NIE POLECAM, wręcz odradzam. Dolewam jej wszędzie po trochu, żeby zużyć (staram się nie wyrzucać nawet największych bubli), ale ten zapach (wiem, wspominam o nim już trzeci raz, ale naprawdę go nie lubię) umie zdominować wszystko inne.

Maść ichtiolowa a trądzik



Dzisiejszy post może być lekko zadziwiający dla niektórych z Was. Sama dopiero niedawno dowiedziałam się o takim zastosowaniu tej maści, od razu miałam okazję wypróbować i nie zawiodłam się.

Mimo ogromnej poprawy stanu mojej cery (przetłuszczająca się w strefie T, trądzikowa) czasem zdarza się, że wyskoczy mi taki spory nieprzyjaciel. Mam na myśli podskórnego pryszcza (jeśli ktoś nie wie o jaki chodzi - taka podskórna krostka, wypukła, czerwona, bolesna, nie da się jej ot tak wycisnąć). 

Po przeczytaniu o działaniu tej maści na pryszcza, akurat jakieś dwa dni później zaczął mi się robić. No to postanowiłam być odważna i położyłam trochę maści na tegoż pryszcza i poszłam spać (tu mała uwaga: radzę oderwać kawałek chusteczki i przyłożyć do twarzy na tą maść, dzięki temu może sobie spokojnie działać, a my nie ubrudzimy pościeli). Gdyby maść nie zadziałała, to ta malutka gulka zmieniłaby się w ogromne, czerwone zgrubienie, które ciężko zatuszować makijażem, ale co się okazało jak wstałam? Pryszcz zmienił się w prawie niewidoczne, w ogóle niebolesne wybrzuszenie. 

Szczerze polecam tą metodę, tylko uważajcie, czytałam opinie, że może zabarwić skórę, mi się to nie przytrafiło, ale warto obserwować za pierwszym razem, jak działa na nas.

Dużą zaletą tej metody jest cena - tubka maści kosztuje jakieś 2-3zł, a maści mamy na bardzo wiele użyć, także zwraca się z nawiązką :)

Jedyną wadą maści jest to, że niezbyt ładnie pachnie (wiele osób powiedziałoby, że śmierdzi), choć mi to akurat nie przeszkadza, nawet lubię ten zapach, kojarzy mi się z dzieciństwem, gdyż często jej używałam na opuchnięte palce (maść ta ma właściwości wyciągające ropę).

Siarkowa moc, krem antybakteryjny matujący


Co obiecuje producent?

Specjalnie dobrany zestaw składników aktywnych pozwala na skuteczną walkę z objawami trądziku i nadmiernym błyszczeniem się skóry. Matuje skórę na wiele godzin nadając jej pudrowy wygląd.
  • błyskawicznie i trwale matuje skórę,
  • zamyka rozszerzone pory,
  • skutecznie zwalcza pryszcze i przeciwdziała ich ponownemu powstawaniu,
  • chroni przed szkodliwym działaniem promieni UV,
  • pozostawia skórę aksamitnie gładką i świeżą.



Co otrzymujemy?

Opakowanie typowe dla kremu, jednak wolę kremy w tubce, wyciskane, bo wtedy mam wrażenie, że nie wnoszę palcami bakterii do środka.
Zapach średnio przyjemny, trochę kojarzy mi się z jakąś cytrusową wonią. Nie jest aż tak drażniący, można go przeżyć.
Cena - ja kupiłam w DOZie za 18.20zł, ale teraz jest w Rossmanie przecena i kosztuje 14zł (standardowo 17zł, więc trochę przepłaciłam ;) )
Działanie - po pierwsze chciałabym zauważyć, że należy uważać ile kremu nakładamy na twarz, jeśli będzie go za dużo to zasycha taka nieprzyjemna warstwa, roluje się i wygląda niedobrze.
Bardzo szybko się wchłania, używam go pod makijaż i tak naprawdę wystarczą z 2-3 minuty i już mogę się malować. Przez kilka godzin skóra rzeczywiście pozostaje matowa, jakby przestaje produkować sebum na ten czas. Jednak po 3 czy może 4 godzinach skóra zaczyna wyglądać normalnie (zależy jak kto się świeci standardowo). 
Może trochę przyspiesza gojenie wyprysków, ale bez spektakularnych efektów, przeciwdziałania ich pojawianiu się nie zauważyłam. 

Zamierzam kupić ten produkt ponownie, bo jednak przez te kilka godzin przynajmniej się nie świecę (potem muszę się pilnować i czasem przypudrować).

Nowe zakupy

Jako że uzależniłam się już od kupowania kosmetyków, regularnie przeglądam KWC na wizaz.pl, wiele blogów i gazetek promocyjnych kilku drogerii. Ciągle coś zamawiam, czy też idę kupić. Nawet jak nie kupuję, to lubię sobie popatrzeć, poczytać składy itp. Pewnie wiele z Was tak ma :)

Przechodząc do sedna sprawy, na ostatnich zakupach byłam w Hebe, bo już od dawna planowałam zakupić Sleek line, a do tego dostałam bon na 10zł, więc już musiałam tam pójść.

A oto moje dwie zdobycze:




Za jakiś czas zapraszam na recenzje tych produktów.


Odwiedziłam również Rossman i zaopatrzyłam się w olejek Babydream fur Mama - promocja! oraz maseczkę, żeby jutro napisać post w ramach akcji maseczkowej :)

Olejowanie włosów

Olejowanie jest ważne i bardzo pozytywnie wpływa na nasze włosy. Pomaga przy łamliwości, rozdwajaniu końcówek, nadaje blasku. W pewnych przypadkach olejowanie może sprawić, że włosy będą się mniej przetłuszczały.
Do tej metody nie trzeba wiele. Na początku przygody z olejowaniem wystarczy nam choćby oliwa z oliwek oraz trochę czasu.
Jedna sprawa: zanim zaczniemy olejowanie, dobrze jest najpierw zmyć silikony z naszych włosów za pomocą szamponu z SLSem.

Olej stosować można zarówno przed jak i po myciu. Sama z tego drugiego sposobu nie korzystam,
jednak jakby ktoś zechciał spróbować:
  • Gdy nakładamy olej PO myciu, musimy pamiętać, żeby nałożyć go niewiele. Można nałożyć go na całe włosy albo tylko na końcówki.
  • Polecam zdecydować się na lżejszy olej.
Olejowanie przed myciem:
  • Ilość dowolna, można szaleć i lać ile dusza zapragnie. Na moje włosy zużywam około 2 łyżki oleju.
  • Olej wkładam na chwilę do mikrofalówki
  • Panuje zasada: im dłużej, tym lepiej. Najlepiej jest trzymać olej na włosach na noc, a jak tak nie można, to przynajmniej kilka godzin. Trzeba zrobić sobie jeden dzień bez wychodzenia z domu i siedzieć z olejem.
  • Jeśli nie jesteście pewne czy dacie radę zmyć olej delikatnym specyfikiem, to nie nakładajcie go za dużo. Po prostu mija się to z celem, silne detergenty zniwelują działania oleju.
  • Najlepiej jest olejować włosy co najmniej raz w tygodniu 
Uwaga!  Olej nakładany na skalp (czyli skórę głowy) może mieć dobroczynne działanie, ale u niektórych może powodować wypadanie włosów, więc obserwujcie jak Wasza głowa odpowiada na olejowanie skalpu i w razie czego nakładajcie olej tylko na długość.

Jak pisałam powyżej, olej najlepiej zmyć czymś delikatnym. Ja zmywam go (aktualnie) szamponem dla dzieci. Włosy trzeba myć dokładnie, powoli. Na początku możecie umyć je dwa razy, potem jeden raz powinien w zupełności wystarczyć.

W sklepach jest cała gama olejów, które można wypróbować.
Proponuję zacząć od zwykłej oliwy z oliwek, oleju kokosowego, lnianego, potem fajnie jest spróbować olejków Khadi :)


Publikuję również na Przepis na kobietę

Regenerujący krem do rzęs L'biotica




Dzisiejszym bohaterem jest mój prywatny bohater. Regenerujący krem do rzęs L'biotica to mój KWC. Dlaczego? Zaraz się dowiecie :)

Co obiecuje producent? 


Co rzeczywiście otrzymujemy?

OPAKOWANIE - tu mogłabym dać malutkiego minusika za fakt, że produkt trzeba sobie nałożyć na rzęsy palcem (względnie patyczkiem do uszu jak ja to robię). Na początku sprawiło mi to spory problem, bo nie wpadłam na sposób z patyczkiem i próbowałam to robić palcem, co marnie szło. 
Oprócz aplikatora opakowanie jest ok, mała tubka, produkt łatwo wydobyć.

CENA - jakieś 13-15zł. Często można trafić na promocję (w superpharmie) jeden + jeden za grosz.

WYDAJNOŚĆ - ogromna! Używam i używam i nie mogę zużyć. Produkt kładę na rzęsy i na brwi, a wciąż się nie kończy. 

KONSYSTENCJA - przypomina mi taką wazelinę, dość ciężki, tłusty.

DZIAŁANIE - jestem bardzo zadowolona. Już po kilkunastu dniach używania rzęsy przestały mi tak wypadać (kiedyś przy każdym demakijażu traciłam kilka rzęs, teraz rzadko się to zdarza) i (ku mojej wielkiej radości) po jakimś czasie urosły. Teraz mam gęstsze i dłuższe rzęsy niż przed używaniem produktu (szkoda, że nie pomyślałam o zrobieniu zdjęć przed i po). Bardzo cieszy mnie fakt, że krem zagęścił linię dolnych rzęs, które wyglądały bardzo ubogo (choć jeden ubytek wciąż mam, nie wiem czemu na lewej powiece gorzej zadziałało niż na prawej ;) )
Jedyne co mi się nie podoba to to, że czasem rano budzę się z tłustą otoczką wokół oczu.

Podsumowując - produkt godny polecenia. Zagęszcza i wydłuża rzęsy oraz bardzo dobrze radzi sobie z ograniczeniem ich wypadania. 






Zapraszam również na rozdanie u Life in dots


Golden Rose 110


Jest to numer 110.

Cena: 6.80zł

Dostępność: z tego, co kojarzę, nie widziałam go w żadnych Rossmanach czy Superpharmach, ale wiele jest stoisk, które mają tam takie lakiery. Ja swój kupiłam nad morzem w kiosku (paznokcie miałam malowane u manicurzystki i nie miałam lakieru w tym kolorze, a zaczęły się robić ubytki i na gwałt szukałam). Widziałam też w hipermarkecie przy wejściu, na stoisku z kolorówką,

Kolor: sprawa gustu, ja lubię brązy, choć po wakacjach, gdzie przez miesiąc używałam go prawie cały czas, po prostu mi się znudził.

Wytrzymałość: z bazą pod i na lakierze trzyma się całkiem nieźle, jakieś 4 dni 

Czas schnięcia: średni, staram się nie dawać za dużo na raz, ale ostatnio musiałam dwa razy zmywać i robić od nowa jeden paznokieć, bo lakier nie zdążył zaschnąć.

Ogólnie rzecz biorąc, myślę, że chętnie kupię jakiś inny kolor z tej serii, biorąc pod uwagę cenę, to bardzo dobry produkt.


bez lampy

z lampą, lepiej oddaje rzeczywisty kolor



Eveline 8 w 1 - hit czy kit?



Kolejny produkt, który zatrząsł blogosferą, wizażem, wszystkimi. Opinie skrajne, połowa pisała, że Eveline 8 w 1 to cud, druga połowa, że koszmar.
No to postanowiłam wyrobić sobie własną opinię, mając nadzieję, że będę mogła przyłączyć się do grupy zadowolonej z działania.


Co mówi producent?

Rewolucyjna i unikalna formuła z aktywnym kompleksem Strong Nail (tytan i diament) wnika w strukturę płytki, dzięki czemu skutecznie ją regeneruje i odbudowuje. Uszczelnia, maksymalnie utwardza oraz pobudza wzrost płytki paznokciowej. Uelastycznia ją, zwiększając odporność na uszkodzenia mechaniczne. Zabezpiecza przed pękaniem, łamaniem i rozdwajaniem. Sprawia, że zniszczone, matowe paznokcie odzyskują gładką powierzchnię i lśniący połysk. Już po 10 dniach kuracji znikną wszelkie problemy, a Ty będziesz się cieszyć pięknymi i zadbanymi paznokciami.
Uwaga: Zawiera 2% formaldehydu. Przed użyciem należy zabezpieczyć skórki oliwką lub kremem, a przed rozpoczęciem kuracji wykonać próbę uczuleniową.

Skład: Butyl Acetate, Ethyl Acetate, Nirtocellulose, Phthalic Anhydride / Trimellitic Anhydride / Glycols Copolymer, Acetyl Tributyl Citrate, Isopropyl Alcohol, Aqua, Fomaldehyde (2%), Acetyl Triethyl Citrate, Stearalkonium Hectorite, Adipic Acid / Fumaric Acid / Phthalic Acid/ Tricyclodecane Dimethanol Copolymer, CI77891, N-Butyl Alcohol, Citric Acid, Diamond Powder.


Co dostajemy?


Po pierwsze zauważyłam szczypanie i łzawienie oczu (formaldehyd drażni oczy i drogi oddechowe). No dobra, starałam się trzymać ręce z daleka od oczu podczas malowania. Na początku było w porządku, potem zaczęłam zauważać strasznie suchą płytkę paznokcia i zmasakrowane skórki (suche, twarde, takie jakby postrzępione). Zaczęłam więc nawilżać skórki i malowałam dalej.

Któregoś dnia zaczęłam czuć ból, początkowo pomyślałam, że pewnie się uderzyłam w palec, ale bardzo szybko zaczęły mnie boleć wszystkie palce (część palca pod płytką paznokcia), ból stał się nie do wytrzymania, przy każdym dotknięciu paznokcia go czułam. Natychmiast zakończyłam "kurację". Bolało jeszcze kilka dobrych dni, potem na paznokciach pozostały mi tylko brązowe kreski (które jak potem przeczytałam były po prostu małymi krwiakami), które też z czasem zniknęły.

Dopiero wtedy zaczęłam wgłębiać się w opinie na temat Eveline 8w1. Znalazłam wiele niepokojących (mało powiedziane, może raczej: przerażających) postów.
Z tego co widzę, ja akurat miałam szczęście, że tylko tak to się skończyło. U innych odżywka ta wywołała onycholizę, czyli odwarstwianie płytki od łożyska i gromadzenie się powietrza pod paznokciem. 
Zainteresowanych gorszymi skutkami odsyłam:

Formaldehyd, który jest składnikiem tej odżywki, jest silnym alergenem.
Kilka ciekawostek i ważnych informacji na temat formaldehydu znajdziecie u Mysi

Jedyne co mi się podobało w tej odżywce to to, że przy trzeciej warstwie paznokieć ma ładny, mleczny kolor. 



Nowy piasek :)

Wczoraj kupiłam swój pierwszy lakier piaskowy :) A jest to: Wibo, Wow glamour sand numer 4.




Moje spostrzeżenia:

Opakowanie: typowa dla lakieru buteleczka, nie napisali pojemności, ale wydaje się trochę mniejsza niż 11ml (choć mogę się mylić)

Cena: niedrogo - 7.70 zł zapłaciłam, pewnie będzie w promocji po 5zł 

W buteleczce wydaje się czarny z milionem świecących drobinek, w rzeczywistości to taki ciemny grafit (mi się bardzo podoba) i te brokaciki mniej się rzucają w oczy, co jest zaletą, bo jest to świetnie wyważona proporcja, nie wygląda ani tandetnie ani "biednie".
Ogromny plus za konsystencję, trochę się bałam, że lakier będzie trudniejszy niż inne, a z moimi wiecznie trzęsącymi się rękami i ogólnie niezbyt dobrymi zdolnościami manualnymi, byłaby to masakra. Dlatego pozytywnym zaskoczeniem było to, że bardzo wygodnie się nim maluje. Konsystencja idealna, nie rozlewa się po skórkach, ale nie jest trudno go rozprowadzić. Pędzelek niezbyt długi, mam wrażenie, że w połowie buteleczki będzie problem ;) 
Już jedna warstwa całkiem dobrze kryje, ja mam dwie, bo trochę krzywo mi wyszło, więc musiałam to zakryć drugą warstwą, poza tym trochę goło się czuję z jedną :)
Schnie bardzo szybko. Przez przypadek dotknęłam paznokciem do czegoś i już przerażona, że trzeba będzie zmywać i malować jeszcze raz, a tu co? Lakier nieruszony.
Trwałość jak na razie w porządku całkiem, trochę starły się niektóre końcówki, ale jest do niezauważalne, dopóki nie przyglądamy się bardzo dokładnie.

Bardzo polecam ten lakier, naprawdę dobrze zainwestowane 8zł (no, prawie 8).
Czy kupię ten lakier jeszcze raz? Możliwe, ale jeszcze nie teraz, akurat jestem na etapie wybierania się po trzy kolejne, nowe lakiery, a lista zawiera ich dużo więcej, poza tym ogranicza mnie szufladka pełna buteleczek, których zawartość niedługo zgęstnieje niestety, więc najpierw zużyje to, co mam i kupię to, czego jeszcze nie miałam a dopiero potem powtórki :)



AA my lipcare


Według producenta:

Pomadka doskonale pielęgnuje usta zapewniając im piękny i zdrowy wygląd. Jej receptura zawiera olej ze słodkich migdałów, który doskonale odżywia skórę ust i chroni ją przed przesuszeniem. Witamina E poprawia elastyczność, nadając ustom nieskazitelną miękkość.
Testowana dermatologicznie z udziałem osób z alergicznymi chorobami skóry. pH neutralne dla skóry.

Jak ja to widzę:
(Chciałabym dodać, że kupiłam  tą pomadkę tylko dlatego, że zabrakło mi dwóch złotych do sumy, która pozwalałaby mi wykorzystać bon zniżkowy, więc patrząc na to, że jest zimno, i tak trzeba będzie coś takiego kupić i akurat było w przecenie - wzięłam)

Opakowanie: cóż, najzwyklejsze, jak inne pomadki ochronne, kolor mi się podoba, poręczne.

Cena: Standardowo jakieś 6zł, kupiłam na przecenie za 5zł

Dostępność: jest na pewno w drogeriach (hebe, rossman), nie wiem jak z hipermarketami, ale możliwe, że tam też można ją znaleźć

Zapach: bardzo subtelny, ledwo wyczuwalny powiedziałabym, z migdałami nic wspólnego nie ma niestety (miałam nadzieję, że będzie nimi pachniało :( )

Działanie: po pierwsze muszę zauważyć, że okropnie bieli, na ustach pozostaje bardzo widoczna warstwa.
Ochrania usta przed zimnem, dzięki niej nie oblizuję, usta może i są miękkie (ale nigdy nie miałam żadnych większych problemów z ustami), na tym się kończą zalety produktu, a to samo oferuje każda pomadka ochronna.

Gdyby nie to bielenie, to mogłabym powiedzieć, że jest w porządku, ale niestety nie wygląda to estetycznie.
Nie kupię więcej tej pomadki.


Rybki keratynowe GAL


Oto dzisiejszy bohater :)
Tą odżywkę kupiłam z myślą o paznokciach, nie znam jej zastosowania na włosach, czy też skórze, niby nadmiar odżywki wmasowuję w brwi, ale nie zauważyłam jakichś wielkich efektów.

Co obiecuje nam producent?


A co rzeczywiście otrzymujemy?

Opakowanie:  odpowiednie (według producenta) dawki otrzymujemy w rybkach twist-off, nie przepadam za tym rozwiązaniem, (wolałabym jakąś pipetę i dużą buteleczkę raczej) jest to dość niefunkcjonalne, bo  przy odkręcaniu ogonka zawartość łatwo może się wylać (mój sposób to odcięcie jednej końcówki ogonka). Pod koniec rybki musimy się namęczyć, żeby resztę produktu (która w rzeczywistości jest jakąś 1/3) wydobyć. Przy okazji wszystko robi się tłuste, bo zawartość kapsułki w nieokreślony sposób wypływa i oblepia wszystko dookoła, a przy okazji my sami wcierając odżywkę mamy tłuste palce, więc wszystko brudzimy.



Zapach: jakiś taki dziwny, ale nie jest zbyt intensywny, nie przeszkadza mi.

Wydajność: jedna rybka wystarczy mi na trzykrotne, obfite wcieranie we wszystkie paznokcie u rąk.

Działanie: zawartość rybek wcieram regularnie w paznokcie (przy prawie każdym manicurze, co daje co 3 dni mniej więcej). Zauważyłam delikatną poprawę w stanie paznokci, rzeczywiście stały się mocniejsze (pomijając moje trzy najbardziej problemowe paznokcie, na które nic nie chce zadziałać :/), skórki faktycznie nie narastają, nawet nie muszę ich za bardzo odsuwać.

Cena: 11.30zł

Dostępność: wydaje mi się, że średnio z tym. Ja swoje rybki zamówiłam na doz.pl, więc jeśli ktoś ma dostęp do apteki tej sieci, to nie ma problemu.

Na brwiach nie zauważyłam działania, ale może gdybym regularnie stosowała, to efekty by się pojawiły. 
Mogę spróbować dolać zawartość kapsułki do maski do włosów, zobaczymy co będzie.

Mam w planach wypróbować również rybki Gala A+E i może serum pod oczy. Ktoś wypróbował już te kosmetyki? Chętnie poczytam Wasze opinie! 



Padam na twarz po prostu, mam ochotę zawinąć się w kołdrę i spać do wiosny. A tu tyle roboty przede mną.
Miłego wieczoru! :)






Październik miesiącem maseczek: Glinka Ghassoul

No to mój pierwszy post w ramach akcji:


"Czas trwania: PAŹDZIERNIK 2013

Cel akcji jest niezmienny:
- zachęcenie do chwili relaksu, aby zrobić coś tylko dla siebie,
- zadbanie o swoją twarz bez względu na wszystkie obowiązki,
- poprawienie swojego wyglądu,
- wyrobienie sobie nawyku nakładania maseczki raz w tygodniu,
- radość i duma ze swojego wyglądu.


Zasady akcji:
1. 
Zamieść raz w tygodniu recenzję co najmniej jednej testowanej maseczki.
2. Umieścić zasady akcji w poście na swoim blogu i napisz kto Cię zaprosił.
3. Zaproś do akcji 5 osób.
4. Umieść baner w bocznym pasku z linkiem do Akcji MALINY
 "


Dziś napiszę o maseczce z glinki Ghassoul


Co podaje producent:
Glinka w szczególności przeznaczona do cery zanieczyszczonej, trądzikowej, wrażliwej, problematycznej i pozbawionej jędrności.

DZIAŁANIE:
- redukuje suchość (79%),

-  redukuje łuszczenie (41%),

- poprawia wygląd i rozjaśnia (68%),

-  zwiększa elastyczność (24%),

-  wzmacnia  strukturę skóry (106%),

- absorbuje zanieczyszczenia,

- włosy stają się lśniące, miękkie i sprężyste,

- oczyszcza zaskórniki, odtyka pory skóry, ściera martwy naskórek,

- napina, ujędrnia,

- odświeża i detoksykuje

 Glinka posiada właściwości myjące, oczyszczające, odtłuszczające, wygładzające, peelingujące i    pochłaniające nadmiar sebum.


Jak to wygląda w rzeczywistości?

Cena: glinka kosztuje około 15zł za 100g pojemniczek. Jest to uczciwa cena, taka ilość produktu starczy na wiele użyć.

Opakowanie: plastikowy pojemnik, przyszedł do mnie zabezpieczony pierścieniem, co daje pewność, że nikt sobie wcześniej w nim nie grzebał. Łatwo się otwiera, czasem ciężko zamknąć bo to zamknięcie lubi sobie powędrować do góry. Według mnie otwór jest za mały, nie mogę sobie wsadzić do niego łyżeczki, muszę trząść pojemnikiem, żeby coś wyleciało, rzadko kiedy udaje mi się wydobyć odpowiednią ilość.

Wygląd przed rozmieszaniem z wodą: brązowawy proszek, kurzy się, pachnie trochę błotkiem



Wygląd po rozmieszaniu z wodą: brązowa breja, wygląda jak błoto, pachnie jak błoto.


Instrukcja użycia: łyżeczkę glinki wymieszać z wodą i poczekać 10-15min aż napęcznieje. I teraz moja uwaga: 1. w gruncie rzeczy nie wiadomo ile tej wody nalać, trzeba próbować, 2.zalewałam wodą i czekałam, ale efektu pęcznienia nie zauważyłam, nie wiem czy tak już jest, czy mam jakiś wadliwy egzemplarz.

Zastosowanie: ja stosuję tylko jako maseczkę do twarzy, ale według producenta glinka nadaje się również jako dodatek do szamponu czy też odżywki do włosów.

W trakcie użycia maseczki: trzeba uważać, żeby nie zasychała na twarzy, wtedy zaczyna boleć, piec, skóra jest podrażniona. Polecam używać w czasie kąpieli albo psikać hydrolatem / wodą termalną (ja preferowałabym zwykłą wodę, bo nie mam takich cudów na razie ;) )

Zmywanie: średnio się zmywa, trzeba dużo wody zużyć, bo ciągle gdzieś trochę zostaje, a to przy czole, a to na policzku, syzyfowa praca ze zmywaniem tej glinki. Do tego trzeba uważać i nie otwierać ust, jak to mi się czasem zdarza ;) Smak błotka i ten "piach" w zębach nie są najlepszym doświadczeniem.

Po użyciu: skóra jest oczyszczona z sebum, gotowa na użycie kremów itp. Niektóre pory rzeczywiście są oczyszczone, tych trudniejszych zaskórników nie rusza.
Twarz jest sucha, potrzebuje nawilżenia.

Uwagi: nie polecam właścicielkom cery suchej ani szczególnie wrażliwej.

Jeszcze jedno: Glinki nie wolno mieszać metalowymi przedmiotami

Po skończeniu tej glinki, prawdopodobnie wypróbuję jakąś inną, działanie jest fajne, ale nie na tyle spektakularne, żeby się przywiązać do niej na stałe. Jeśli inne glinki będą gorsze, to wrócę do Ghassoul z podkulonym ogonem.



Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...