Obserwatorzy

Google+ Followers

Lovely, nail care i czosnek

Dziś chciałabym wspomnieć o dwóch rzeczach. Zainteresowanych zapraszam :)


Pierwsza rzecz to utwardzacz do paznokci Lovely Nail Care, nail hardener for weak nails.
Możemy ją zakupić między innymi w Rossmannie, za jakieś 7zł. 
Jak widać na zdjęciu buteleczka jest niewielka, ale zawiera dość standardową ilość 11ml. 
Pędzelek jest wygodny w użyciu, w połączeniu z konsystencją nie sprawia problemów w aplikacji. Na pewno plusem jest również to, że zdążyłam zużyć zanim zaczęła gęstnieć.
Produktu używałam jako bazy pod lakier, nakładałam dwie warstwy. Niestety żadnego utwardzenia nie zauważyłam, ogólnie zero działania. Chronił paznokcie przed przebarwieniem lakierami kolorowymi i tyle.
Aczkolwiek za taką cenę nie spodziewałam się cudów, kupiłam go tylko jako bazę, więc jestem zadowolona.



Przechodząc do drugiej części postu, pewnie zastanawiacie się, co to jest takie żółte w butelce na zdjęciu.
Otóż jest to czosnek.

CZOSNEK

Już dawno temu przeczytałam o tym, że czosnek wcierany w paznokcie lub dodawany do odżywki to paznokci (czy też w moim przypadku bazy pod lakier) może zrobić wiele dobrego na naszych paznokciach. Jestem fanką wszelkich domowych sposobów, ale wiedziałam, że czosnku wcierać nie chcę, bo kiedy dotykam się czosnku, jego zapach pozostaje mi na palcach co najmniej cały dzień. 

Ale pomyślałam, że nie zaszkodzi dorzucić go do bazy.
Zapach - wyczytałam, że zapach lakieru skutecznie niweluje zapach czosnku, w tym przypadku niestety nie do końca się tak stało. Zapachy się wymieszały i powstał dziwny, czosnkowo-jakiś zapach. Nie był wyczuwalny z daleka, ale jeśli chciałam podrapać się po twarzy, to go czułam. 
Działanie - czosnek ma wzmacniać paznokcie i przyspieszyć ich wzrost. Rzeczywiście, myślę, że coś tam ten czosnek dawał, bo udało mi się wyhodować paznokcie niezłej długości, które rzeczywiście się trzymały i nie łamały co chwilę. 

Myślę, że naprawdę warto wypróbować tę metodę. Zapach nie jest zabójczy, a może naprawdę pomóc.
Znałyście wcześniej metodę z czosnkiem? Może znacie inne, ciekawe sposoby na mocne paznokcie za małe pieniądze? :)
Buziaki!





Pasta cynkowa

Witajcie!
Dziś o kolejnym sprzymierzeńcu w walce z wypryskami :)



SKŁAD



Pasta jest moim kolejnym odkryciem, którego dokonałam z pomocą internetu. Skoro widziałam wpisy o cudownej paście, która likwiduje wypryski, pomyślałam, że muszę ją mieć. A co z tego wyszło?

Cena: niecałe 3zł
Dostępność: pewnie w większości aptek możemy ją znaleźć
Opakowaniem jest plastikowe pudełeczko 20g. Z nakrętki wystaje taki mały cypelek, być może to nim powinno się otwierać pudełko, ale ja go nie potrafię używać? W każdym razie ja po prostu odkręcam nakrętkę. 
W środku znajdziemy gęstą, białą pastę, która jest taka średnio-tłusta. Nie nakładałabym jej pod makijaż, ale nie świeci się, palce nie są tłuste po użyciu. 


Pasta rzeczywiście przyspiesza gojenie wyprysków (tych na skórze, podskórnych za bardzo nie rusza), często wystarczy, że posmaruję krostkę wieczorem i rano jest o niebo lepiej.
Kiedy używałam pasty częściej, na większą powierzchnię na twarzy, potrafiła trochę za bardzo wysuszać skórę, więc nie polecam tego robić. Punktowo nie robi żadnej krzywdy.
Minusem tej pasty jest to, że nie wchłania się w skórę, działa powierzchniowo i zasycha na skórze, więc rano wciąż mamy białe plamy na twarzy. Jeśli mamy zasuszone wypryski (robi się taki strupek) trzeba uważać, żeby ich nie uszkodzić (nie zerwać strupka), bo potem znowu trzeba leczyć od początku. Dlatego zmywanie zasuszonej pasty może być trochę problematyczne. Ale ja po prostu przykładam mokry wacik i trzymam chwilę, zwykle pasta schodzi.

Jest to kolejny produkt, który mogę polecić :)

Kto zna tę pastę? Może macie jakieś inne fajne, tanie produkty na wypryski?
Buziaki!

Złamany paznokieć? Essence FIX IT nail glue

Cześć!
Dziś o czymś, co może Was poratować w jednej z małych tragedii kobiety, czyli przy złamaniu paznokcia.
Mała historyjka obrazująca działanie :)

Otóż kiedyś miałam taaakie długie paznokcie:

Ale pewnego dnia spostrzegłam, że jeden z nich ma pęknięcie w połowie długości, takie dość spore. Przerażona (no cóż, bardzo długo nad nimi pracowałam) natychmiast włączyłam wyszukiwarkę i szukałam ratunku. Sposób z kawałkiem chusteczki czy też torebki od herbaty kiedyś już próbowałam wykorzystać i wcale nie działał. Więc pomyślałam o kleju do paznokci.
No i wyszło:



Dostępny w szafach Essence czyli na pewno w Naturze i chyba w Hebe
Cena: około 10zł

UWAGA skleja skórę w ciągu kilku sekund, trzeba być bardzo uważnym, żeby sobie czegoś nie skleić przypadkowo

Zapakowany w plastikową butelkę, ma 8g. Klej zaopatrzony jest w wygodny pędzelek, który pozwala precyzyjnie nałożyć produkt.
Zapach jest dość drażniący, lepiej za bardzo go nie wdychać.
Schnięcie trwa kilka sekund, także wszystko szybko się dzieje.


Trwałość jest trudna do określenia, producent nie określa jak długo klej ma trzymać nasz paznokieć na miejscu. U mnie trzymał się kilka dni, przetrzymał wszystko aż do imprezy, gdzie gwałtownie szukałam czegoś w torbie, potem wsadziłam rękę do kieszeni w spodniach i na końcu ujrzałam to:


Także wychodzi na to, że klej jest po prostu rozwiązaniem tymczasowym, kiedy przed jakąś imprezą czy też ważnym wyjściem chcemy mieć długie paznokcie, ale nie ma co liczyć, że będzie się trzymał tygodniami.

Macie jakieś inne sposoby na złamany paznokieć? A może po prostu poprzestajecie na kleju albo znacie cudowny sposób jak tych paznokci nie łamać?
Buziaki!


Maść ochronna z witaminą A

Witajcie!



Uwielbiam produkty wielozadaniowe. Zwłaszcza kiedy są bardzo tanie. Jednym z takich produktów jest właśnie maść ochronna z witaminą A.

Substancja czynna: witamina A 800j.m./g
Substancje pomocnicze: wazelina biała, Palsgaard 0291, aromat cytrynowy, woda oczyszczona.
Witamina A odmładza, ujędrnia i rozjaśnia skórę. Wspomaga regenerację naskórka.
Palsgaard 0291 jest emulgatorem, który ma za zadanie wymieszanie składników i ułatwienie aplikacji.

Cena: 3.50zł
Dostępność: ja kupiłam w aptece DOZ, ale myślę, że jest dostępna w większości aptek, jest także wSuperpharm

Opakowanie jest jak w każdej zwykła maść, dlatego też lubi się czasem przedziurawić, co jest dość problematyczne w przypadku tej maści (zresztą pewnie przy każdej maści jest to problem), ale u mnie jedna dziurka się zrobiła po długim czasie stosowania już przy końcówce maści.
Jednak przy nowej tubce jest jeszcze jeden problem, przy naciśnięciu nawet lekkim zdarza się, że wypływa nam zdecydowanie za dużo produktu. Po jakimś czasie ten problem znika, ale zawsze się gdzieś posmarowałam tym nadmiarem i przyzwyczaiłam się do tego.
Konsystencja jest gęsta, tłusta, taka klejąca. Starałam się ją oddać na zdjęciu, ale nie wiem, czy to Wam w jakikolwiek sposób pomoże.


Zapach jest cytrynowy (w końcu aromat cytrynowy ma), niezbyt mocny, nie lubię cytrusowych zapachów, ale ten mi specjalnie nie przeszkadza.

No i gwóźdź programu czyli:

Zastosowania
  • doskonale nawilża wysuszoną, podrażnioną skórę. Koi podrażnienia i nawilża. Pomaga przy suchych skórkach (ale wszystko z umiarem, czytałam, że u niektórych były niefajne efekty. Wszystko zależy od skóry)
  • jako krem pod oczy: już po kilku zastosowaniach zauważyłam rozjaśnienie cieni pod oczami, skóra jest miękka, jędrna i nawilżona. (wklepuje się tylko w miejsce kości jarzmowej! nie wyżej, bo maść może wyemigrować do oka i spowodować podrażnienie)
  • na paznokcie: uratowała moje paznokcie i skórki po masakrze z Eveline 8w1. Doskonale nawilża, wydaje mi się, że pomaga też na takie bruzdki w paznokciach. Po regularnym wcieraniu skórki są delikatne, miękkie i bez problemu dają się odsuwać, praktycznie nie narastają na płytkę (ja nawet nie musiałam odsuwać skórek od bardzo dawna). 
  • w czasie kataru doskonale łagodzi skórę na nozdrzach, która lubi być czerwona i podrażniona (w zasadzie zalicza się do punktu pierwszego, ale chyba warto to wyróżnić)
  • świetnie działa na usta zimą, raczej nie wychodzę z nią na dwór, ale jeśli skóra trochę pierzchnie, czy też zaczyna piec, jest wysuszona, wystarczy posmarować cienką warstwę maści i już niedługo cieszymy się miękkimi, nawilżonymi ustami (zresztą w lato też można)
  • w zimę ręce wystawione na niekorzystne warunki atmosferyczne mogą myć suche, trochę podrażnione, wystarczy w masować w nie odrobinę maści i ręce są nawilżone, miękkie i gładkie 
  • dobrze działa też na stopy i rogowaciejący naskórek (mam na myśli głównie pięty)
  • jeśli ktoś ma suche łokcie i kolana to również polecam
  • podobno doskonale łagodzi podrażnienia po depilacji/goleniu (tego jeszcze nie sprawdzałam, bo w tym celu używam Pilarixu)
Zapomniałam jeszcze wspomnieć o wydajności, która jest niesamowita. Mam tą maść od bardzo długiego czasu i teraz już jest na wykończeniu, ale myślałam, że nigdy się nie skończy ;) Mimo ewentualnych niekontrolowanych wypływów tubka jest jak studnia bez dna.

Podsumowując, myślę, że każdy powinien mieć tą maść u siebie w domu, jak nie przypasuje do jednego problemu, to na pewno poradzi sobie z drugim. Za taką cenę można szaleć. :)
A tu mały dowód, że ta maść jest tak dobra, że kupuję kolejną:


Znacie tą maść? A może znacie jeszcze inne jej zastosowania?
P.S. mam problem z komentowaniem, za każdym razem kiedy wciskam odpowiedź, to mnie wrzuca na górę strony. Okropnie to denerwujące :/ Widziałam wpisy, że inni też tak mają?
Buziaki!


Co nowego?

Witam wszystkich bardzo serdecznie!
Jako że dziś niedziela, to bardzo leniwie napiszę o tym, co nowego się u mnie pojawiło w zeszłym tygodniu.

Po pierwsze prezent od Karoliny z bloga Pasje Karoliny
Karolina wysłała mi balsam z Bentley Organic, tester podkładu rozświetlającego Annabelle minerals (ukłony w stronę Karoliny za doskonały wybór) oraz kilka wosków YC.

Woski zdobyły sporą popularność w blogosferze, więc raczej nie będę kazała czytać Wam kolejnych recenzji poszczególnych zapachów. Powiem tylko, że moim faworytem jest Snowflake cookie.
I wspomnę, że myślałam, że woski marnie pachną, ale wystarczy niewielki kawałek (mam mały kominek) i zapach roznosi się po całym (!) mieszkaniu. Więc na pewno będę kupować kolejne, kiedy te się skończą :)





Drugim zestawem nowości jest prezent od sklepu Skarby Syberii, który sprawił mi ogromną radość, bo zostałam zapytana o preferencje i dostałam dokładnie to, czego mogłabym chcieć. Także wielkie dzięki


Chciałybyście zobaczyć wpis o czymś konkretnym najpierw? Czego jesteście najbardziej ciekawe?
Miłej niedzieli!


Rybki śmierdziuszki? - Dermogal A + E


No, dziś w końcu normalny post z kosmetykiem :) Zdecydowałam się na rybki Dermogal. Myślę, że większość z Was kojarzy ten produkt, zrobił się ostatnio dość popularny. 



Co mówi producent?

Doskonały kosmetyk do codziennej pielęgnacji skóry, zwłaszcza skóry wrażliwej z problemami (trądzik pospolity, trądzik różowaty, atopowe zapalenie skóry, łojotokowe zapalenie skóry, nadmierne złuszczanie skóry, nadwrażliwość na różne czynniki). Preparat stanowi uzupełnienie pielęgnacji specjalistycznej, wpływając na poprawę nawilżenia, elastyczności i jędrności skóry. Kosmetyk doskonały pod makijaż.
Po ukręceniu „ogonka” kapsułki, produkt wycisnąć na skórę i delikatnie rozetrzeć w miejscu stosowania. Używać na oczyszczoną (umytą) powierzchnię skóry.
Skład: Oenothera Biennis Oil, Gelatin, Glycerin, Tocopheryl Acetate, Retinyl Palmitate.



Moja opinia


Olejek zapakowany jest w rybki, trzeba odkręcić ogonek i wypływa nam oleista ciecz. Zapach może rzeczywiście nie jest cudowny, ale po pierwszym użyciu przestałam na niego zwracać uwagę i zupełnie mi nie przeszkadza.
Zawartość rybki łatwo się rozprowadza, ale czasem mam wrażenie, że powinno jej być trochę więcej, bo z ledwością mi starczy na całą twarz i czuję po prostu niedosyt.
Przechodząc do działania, rybki są naprawdę świetne. Dają mocne nawilżenie, bez zapychania. Używam ich jakieś dwa razy w tygodniu, zwykle po prostu po maseczce glinkowej i efekt jest bardzo dobry. 
Skóra jest nawilżona, miękka, promienna. Mam wrażenie, że przyspieszają gojenie niedoskonałości.
Zważając na cenę, która wynosi 12.50zł, naprawdę warto spróbować. 

Używałyście ich? A może znacie inne kosmetyki tej firmy?
Buziaki!

Ziaja Nuno na placu boju


Pamiętacie moją recenzję Ziaja Nuno, peelingu enzymatycznego (dla tych, którzy nie pamiętają / nie czytali zapraszam tutaj)?
Otóż w związku z używaniem żelu Duac (o czym wspominałam w ostatnim poście), skóra była trochę podrażniona i miałam sporo widocznych suchych skórek. 
Postanowiłam szybko się ich pozbyć, po wyglądają bardzo nieestetycznie, zwłaszcza po umalowaniu się.

Do walki postanowiłam użyć właśnie peelingu z Ziaji, nie mogłam sobie pozwolić na peeling mechaniczny, bo skóra i tak trochę swędziała i bolała przy dotyku. Zmyłam więc makijaż i napakowałam sporo ziaji na brodę (tylko tam mam takie podrażnienie). Odczekałam te 15 minut i spostrzegłam mały cud.

Peeling pomógł mi się pozbyć tych skórek, co jest wręcz niespotykane u mnie :) Zwykle jak już pojawiły mi się takie suche, podrażnione miejsca (co nie zdarza się rzadko), to męczyłam się z nimi kilka dni, a tu nagle jedno użycie i prawie spokój :)

To taka moja mała refleksja, myślę, że warto wiedzieć o takim aspekcie działania, może niektórym z Was się to przyda!


Buziaki!
(I obiecuję poprawę z postami :) )

Kuracja dermatologiczna

Cześć!
Najpierw słowem wstępu tłumaczę się, czemu się ostatnio opuściłam, otóż mój telefon wciąż nie do końca chce współpracować (zgrywa się tylko połowa zdjęć, reszta nie idzie w ogóle), a aparat robi dziwne zdjęcia. Nie wiem co z nim nie tak, ale odnoszę wrażenie, że robi gorsze zdjęcia niż telefon, może po prostu nie umiem go obsłużyć ;)
Dlatego na razie pracuję nad telefonem i staram się rozpracować co jest nie tak.

A dziś wspomnę o kuracji dermatologicznej. Otóż ostatnio miałam niezbyt miły nawrót trądziku, zwykle moja skóra była w miarę spokojna oprócz przed-okresowych wyprysków. Za to ostatnio dostałam takiego wysypu, że musiałam coś z tym zrobić. Przy okazji nadeszła okazja aby rozprawić się z tym w końcu.







Dermatolog zapisała mi żel Duac i tabletki Normatabs, które są podobne bardzo dobre.
Wykupiłam, zobaczymy jak to będzie.
Moje pierwsze spostrzeżenia są takie, że używałm Duacu trzy razy i już mi się pojawiły skórki i podrażniona skóra trochę, okazuje się, że mój krem sobie za bardzo nie radzi, choć wiązałam z nim duże nadzieje.

W związku z powyższym od razu chciałabym Was zapytać, czy macie może jakiś bardzo dobrze nawilżający krem godny polecenia? Najlepiej coś dość łatwo dostępnego, bo potrzeba raczej pilna.
Buziaki!





Trochę kultury #1

Jakiś czas temu opublikowałam TAG, gdzie było trochę o mnie. Przy tym tagu zapytałam czy chciały- / chcielibyście czytać czasem trochę prywaty, czyli co lubię czytać, oglądać itp. Sprzeciwów nie było, więc pomyślałam, że w ramach weekendu, będzie taki luźniejszy wpis dotyczący tego, co lubię oglądać najbardziej, czyli (fanfary) SERIALE.

Jeśli ktoś mnie zna, to jedno co na pewno może powiedzieć to to, że jestem maniaczką serialową. Dla mnie wieczór z serialem jest lepszy niż wieczór filmowy. Kiedy skończę jeden serial, zaczynam następny. Na filmwebie mam całą listę do obejrzenia.

W takim razie możecie się domyślić, że serialów trochę tu będzie. Jeśli nie interesuje Was na tematyka to krzyczcie (albo omijajcie posty :) ).

Żeby już nie przedłużać, bo komu chciałoby się czytać takie wywody, zaczynam.


GOTOWE NA WSZYSTKO



Myślę, że każdy kojarzy ten serial. 
Pokrótce 8 sezonów, 187 odcinków, które opowiadają o perypetiach rodzin z przedmieścia Fairview. Główne bohaterki to cztery kobiety Gabrielle, Lynette, Bree i Susan (oraz ich przyjaciółka Mary Alice, która pełni rolę narratora). 

Bohaterki mieszkają przy Wisteria Lane, która jest spokojną ulicą. Jednak możemy się przekonać, że pozornie proste życie gospodyń domowych, może być bardzo skomplikowane.
Śmierć Mary Alice wyciąga na jaw wiele skrzętnie skrywanych tajemnic.

Uwielbiam ten serial za to, że ciągle coś się dzieje. Trzyma w napięciu.
Przez 8 sezonów spędzamy z bohaterkami kilka lat, obserwujemy ich wewnętrzne przemiany, możemy patrzeć jak dorastają ich dzieci. 
Jednak najważniejsze są owe przemiany. Porównując te kobiety z sezonu na sezon widzimy dużo zmian. Początkowo oceniamy je w pewien sposób, który potem okazuje się zupełnie mylny. Im dalej brniemy tym lepiej poznajemy bohaterki, które często mogą nas bardzo zaskoczyć swoimi czynami i wyborami.

W każdym razie, jeśli chcecie się rozerwać, lubicie być czasem zaskakiwane - polecam. To naprawdę miła forma spędzenia wolnego czasu, który chcemy poświęcić na obejrzenie czegoś.



(Chciałam wkleić obrazek z jednej z moich ulubionych scen, ale bez spoilerów ma być, nie chcę niszczyć radości z oglądania)



I co powiecie na takie posty? Mogą się czasem pojawiać? :)
Buziaki!


Carmex, jasmine green tea


"Najnowsza propozycja smakowa (jaśmin i zielona herbata) od znanego Carmexu w tubce. Polecany dla osób, które chcą ukoić i nawilżyć oraz chronić swoje usta. Po nałożeniu świetnie nawilża, nabłyszcza usta i długo się utrzymuje. Posiada filtr SPF 15

Skład: Petrolatum, Lanolin, Ethylhexyl Methoxycinnamate, Cetyl Esters, Theobroma Cacao Seed Butter, Cera Alba, Flavor, Benzophenone-3, Paraffinum Liquidum, Camphor, Menthol, Salicylic Acid, Benzyl Alcohol and Linalool, Oxybenzone. "

Moim zdaniem


Na początku bardzo się interesowałam Carmexem, bo była moda, wszyscy o nich mówili, wszyscy chcieli mieć. W końcu wypróbowałam od kogoś i stwierdziłam, że ciekawe, więc kupiłam.

Wybrałam wersję jaśminowej zielonej herbaty, bo zaskoczyła mnie lekkim mrowieniem ust i takim uczuciem chłodu. 
Jednak mając już własnego Carmexa, udało mi się podać jego wady. Po pierwsze często mi zasychał tworząc nieprzyjemną warstwę na wargach, rolował się. Zapach robi się w końcu uciążliwy, bo czuję go w ustach. Nie zjadam balsamu, ale ten smak sam przechodzi i niezbyt przyjemnie się z tym funkcjonuje. 
Balsam chroni usta przed zimnem jak każdy inny, ale nie zauważyłam żadnego dodatkowego nawilżenia czy też ukojenia.

Konsystencja jest takiej wazeliny. Opakowane w tubkę zakręcaną, co dla mnie też trochę minusem jest, bo ogólnie wolę takie balsamy w formie pomadki.

Ze względu na powszechność i dobre opinie Carmex'ów możliwe, że zdecyduję się na wersję w pomadce, może mnie zaskoczy? 
Do tej wersji na pewno nie wrócę, jeszcze ją męczę i nie mogę wykończyć.



A Wy lubicie pomadki tej firmy? Macie jakieś inne pomadki nawilżające, które można polecić? :)
Buziaki!


Oliwka do paznokci


Paznokcie są czymś, na czego punkcie mam obsesję. Jak już pisałam, wiele lat je obgryzałam i sprawiało to, że wstydziłam się, gdy ktoś widział moje dłonie. 
Teraz bardzo dbam o paznokcie, wcieram w nie olejki, maści, robię wszystko, co może im pomóc.

Korzystając z wykończenia niezbyt dobrej Mulitodżywczej oliwki Eveline (recenzja), wykorzystałam buteleczkę do stworzenia nowej mieszanki dla moich paznokci.





1. Olej rycynowy, który wzmacnia paznokcie i nawilża skórki (na pewno poświęcę mu osobny post)
2. Rybki keratynowe, o których pisałam tutaj
3. Olej Babydream fur Mama, który z założenia producenta ma być na rozstępy, ale ma genialny skład, więc używam go na paznokcie i na włosy. Ogromnym plusem jest piękny zapach. :) Na pewno za jakiś czas coś o nim napiszę.



Ostatnio opuściłam się we wcieraniu, o czym przypomniały mi skórki. Teraz staram się wcierać w każdej wolnej chwili i widzę, że pomaga (na pewno lepiej niż oliwka eveline).

Z czystym sumieniem mogę polecić taką mieszankę.
A Wy robicie własne wcierki do paznokci? Czy kupujecie gotowe? :)
Buziaki!




2014 please be good to me


Wiem, że ostatnio opuściłam się z postami, ale mam problem ze zdjęciami (a raczej ze zgraniem ich na komputer) i od tygodnia jestem chora, więc nie mam nawet siły pisać.
Teraz priorytetem jest dla mnie szybkie wyzdrowienie, bo w niedzielę mam studniówkę, a wolałabym nie siedzieć na niej z gorączką i zatkanym nosem.

Ale przechodząc do rzeczy, chciałam Wam życzyć szczęśliwego nowego roku, żeby był lepszy niż poprzedni, przyniósł wiele radości i samych dobrych zdarzeń!

Dobrze spędziłyście Sylwestra? :)
Na pewno lepiej niż ja. Ja grzecznie leżałam pod kołderką zawalona różnymi lekami, które wcale nie pomagają. To skłania mnie do refleksji, że prześladuje mnie sylwestrowy pech, zważając na fakt, że w zeszłym roku byłam na antybiotykach.

Podsumowując, obiecuję poprawę w pisaniu postów, zdobyłam aparat, więc muszę popracować nad robieniem zdjęć z jego pomocą (wkurza mnie maleńki wyświetlacz). Postaram się napisać kilka postów na zapas (miałam takie, ale się skończyły), żeby zawsze mieć coś, co mogłabym opublikować.


Ze spraw organizacyjnych powiem, że skończyło się rozdanie, więc w ciągu najbliższych dni pojawią się wyniki :)
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...