Obserwatorzy

Google+ Followers

Słowem wyjaśnienia

Cześć!

Myślałam, że wyrobię się ze wszystkim i blog będzie radosną odskocznią w tym trudnym czasie. Ostatecznie jednak stwierdzam, że teraz muszę się przyłożyć do nauki i najwspanialszych dni mego życia, czyli matury ;)
Chciałabym Was uprzedzić, że do 13. maja mogę być nieobecna. Na Wasze blogi z chęcią wejdę w wolnej chwili, ale nie gwarantuję, albo raczej nie sądzę, żebym sama coś dodała w tym czasie.

Pozostaje mi tylko serdecznie Was zaprosić do czytania poprzednich postów, jeśli jeszcze ich nie znacie, oraz prosić o czekanie na mój powrót. Na pewno o Was nie zapomnę!

Buziaki!
I proszę trzymajcie za mnie kciuki od 5. do 13. maja

Original Source, Raspberry & Vanilia & Milk

Cześć!



Original Source swego czasu zrobiło furorę zarówno w blogosferze, jak i wśród reszty ludzi ;) Wtedy trochę je olałam, ale teraz dzięki uprzejmości aGwer, mogę wypróbować na własnej skórze tę sławę.

Standardowo zaczynając od opakowania, które jest z dość twardego, przezroczystego plastiku. Twardość może przeszkodzić w wydobyciu resztek kosmetyku, za to butelka umożliwia nam ocenienie ile żelu nam zostało.
Szata graficzna niezbyt bogata, ale estetyczna. Trochę koloru i widoczny odcień żelu przyciąga oko :)
Zamknięcie jest bardzo wygodne, nie połamiemy sobie na nim paznokci, jak to bywa z niektórymi tego typu zamknięciami.

Przechodząc dalej ku konsystencji mogę powiedzieć, że jest bardzo rzadka, na mój gust za rzadka, przez co żel staje się mało wydajny. Ścieka po dłoni, rozlewa się po ciele, no nie jest to cud pod tym względem. Już po 8 myciach zniknęła całkiem spora część płynu.

Zapach jest jednym z pozytywnych aspektów tego produktu. Rzeczywiście pachnie mieszanką malin i mleka, trochę jak jogurt, trochę jak mamba. Wanilii zbyt wiele w nim nie wyczuwam. Ale doznania węchowe przywodzą mi na myśl dzieciństwo, co jest miłym momentem towarzyszącym wieczornym kąpielom. 

Zdolności myjące są w porządku, żel bez problemu zmywa brud dnia codziennego, przy czym, o dziwo, nie wysusza skóry. Często po kąpieli mam problem z uczuciem suchego i ściągniętego naskórka i muszę szybko nasmarować się kremem, ten żel nie sprawia aż tak nieprzyjemnych uczuć. 

Bardzo chciałabym skonfrontować informacje od producenta z rzeczywistością, bo mi tu trochę pięknymi kłamstewkami zalatuje.
Chodzi mi o reklamowanie żelu, jako pełnego naturalnych rzeczy (składników), o którym informują nas z przodu butelki sporymi literami. Otóż prawda nie jest taka wspaniała ;)
Skład:  Aqua, Sodium Laureth Sulfate, Sodium Chloride, Cocamidopropyl Betaine, Glycerin, Parfum, Rubus Idaeus Fruit Extract, Vanilla Planifolia Fruit Extract, Poluquaternium-7, Tetrasodium Glutamate Diacetate, Sodium Benzoate, Lactic Acid, Styrene/Acrylates Copolymer, Benzotriazolyl Dodecyl p-Cresol, CI 16035, CI17200

Może przesadzam, ale jakoś mnie to ruszyło, bo natury to tak dużo tu nie ma. Owszem mamy ekstrakty, ale ilości śladowe.
No i tu pojawia się po prostu problem, firmy piszą na opakowaniach, co zechcą, a klient w to wierzy. Większość społeczeństwa nie potrafi / nie chce zweryfikować tych informacji i ślepo wierzą we wszystko, co producent na butelce umieści. A potem zdziwienie, że szampon, który miał naprawiać włosy i sprawić, że będą jak z reklamy, bo ma olej (w ilości 0.1% czy też podobnej ;) ), nie jest w stanie tych włosów naprawić, a jeszcze je wysusza etc. 

Za to Original Source zdobywa plusa za ten przemiły znaczek:


Oraz plus za zachęcanie do recyklingu i działania pro-eko :)




Jak Wy w ogóle widzicie problem umieszczania mocno przesadzonych informacji na butelkach produktów? Przeszkadza Wam to?
Buziaki!



Farmona Tutti Frutti, masło do ciała wiśnia & porzeczka

Cześć!




Od producenta

Gęste masło do ciała o wyjątkowych właściwościach pielęgnacyjnych oraz aromatycznym zapachu dojrzałej wiśni i orzeźwiającej porzeczki. Zmysłowy zapach owoców z Kraju Kwitnącej Wiśni, symbolu intensywnego i pełnego radości życia, spleciony z orzeźwiającym aromatem porzeczki to gwarantowany relaks, spokój i uczucie błogości. Dzięki zawartości afrykańskiego masła karite głęboko nawilża, odżywia i ujędrnia, sprawiając że ciało staje się zachwycająco miękkie, delikatne i jedwabiście gładkie. Pozostawia na skórze zapach soczystych owoców, rozpieszcza zmysły, pozwala oddać się błogiemu lenistwu i ulecieć w świat marzeń.


Skład: Aqua (Water), Butyrospermum Parkii (Shea) Butter, Ethylhexyl Stearate, Paraffinum Liquidum (Mineral Oil), Cetearyl Alcohol, Ceteareth-20, Glycerin, Glyceryl Stearate, Sodium Acrylate/Sodium Acryloyldimethyltaurate Copolymer, Isohexadecane, Polysorbate 80, Parfum (Fragrance), Cera Alba (Beeswax), Cyclopentasiloxane, Cyclohexasiloxane, Dimethicone, Propylene Glycol, Prunus Cerasus (Bitter Cherry) Extract, Xanthan Gum, Disodium Edta, Phenoxyethanol, Methylparaben, Ethylparaben, 2-Bromo-2-Nitropropane-1,3-Diol, Bha, Benzyl Alcohol, Coumarin, Eugenol, Citral, CI 16255.

Moim zdaniem

Przede wszystkim chciałabym zwrócić Waszą uwagę na skład. Wiem, że jest tam parafina, której nie lubię, ale masło shea, które jest na drugim miejscu ratuje ten produkt. :)

Pudełko, w którym jest krem jest duże, powiedziałabym, że średnio leży w ręce, ale nie jest to ogromny problem. Otrzymujemy 275 ml produktu, w plastikowym opakowaniu opatrzonym ładną szatą graficzną. Już sam wygląd mnie zachęcił.
Po otwarciu pudełeczka uderza nas piękny zapach wiśni, trochę słodki, ale nie mdlący. Bardzo podoba mi się to, że ten zapach pozostaje na skórze wyczuwalny, nienachalny, ale przez jakiś czas nam towarzyszy. 
Jeśli chodzi o konsystencję masła, jest ona dość gęsta. Trzymane w chłodniejszej temperaturze masło jest dość tępe w czasie rozsmarowywania na skórze, jednak wystarczy kilka stopni więcej i konsystencja jest bezproblemowa.
Produkt wchłania się przeciętnie, po jakichś 3 minutach nie powinno być śladu po niewielkiej ilośći. Nie pozostawia tłustych resztek, ale wyczuwalna jest parafinowa warstwa.
Nawilżenie nie jest jakieś fenomenalne, na co liczyłam ze względu na masło shea, ale jest całkiem niezłe. Dobre do nawilżenia niezbyt wymagającej skóry.

Masło dostałam w całym zestawie wraz z peelingiem i olejkiem do kąpieli o tym samym zapachu, więc nie do końca wiem, jak to jest z ceną, ale z tego co się orientuję wynosi ona około 15 zł.




A Wy znacie to masło, albo inne produkty Farmony? :)
Buziaki!

Hymny pochwalne, czyli co dostałam ostatnio :)

Cześć! 
Dziś chciałam się pochwalić tym, co ostatnio dostałam. Mam nadzieję, że nie będziecie miały mi tego za złe :)

A i jeszcze chciałabym zapytać od razu: zauważyłyście, że gadżet obserwatorów już działa? Ja od kilku dni nie mam żadnych problemów z zaobserwowaniem bloga za pomocą gadżetu. Także g+ jeszcze nas nie zniszczyło!

Paczka nr 1, to wygrana z rozdania u Lacquer maniacs. Zestaw od razu mnie porwał ze względu na kilka wspaniałych lakierów (zresztą reszta też bardzo fajna). Także bardzo dziękuję Sylwii za tak świetną nagrodę!






(Coś mi się jakoś zepsuła :/)

Paczka nr 2 to prezent od Skarbów Syberii, które jak zwykle zaskoczyły ilością i doskonałym doborem kosmetyków. Biję pokłony dosłownie, nie dość, że moja ulubiona odżywka trafiła do tej paczki (akurat mi się skończyła ;) ), to jeszcze dostałam maseczkę, która bardzo mnie ciekawiła i maskę, której nie znałam, ale doskonała do mojego typu włosów.



Obie paczki w 100% mnie zadowoliły.
Teraz tylko pytanie do Was, o czym chciałybyście przeczytać najpierw? :)
A może znacie któryś z powyższych kosmetyków i polecacie zacząć od niego?
Buziaki!

Gorvita, Aloe Vera - żel aloesowy

Cześć!

Dziś będzie o żelu aloesowym, na który długo czekałam. Już dawno znalazłam go na jednym z blogów, którego autorka bardzo zachwalała ten produkt, pomyślałam więc "czemu nie? chętnie spróbuję". No i tu zaczęły się schody, bo trudno było go dostać, nawet na moim ulubionym DOZie. Ale w końcu go dorwałam i zamówiłam i oto efekty :)


Skład: Aqua, Aloe Barbadensis Extract, Propylene Glycol, Glycerin, Symphytum Officinale Extract, Panthenol, Allantoin, Carbomer, Triethanoloamine, DMDM Hydantoin. 

Od producenta

Preparat opracowany na naturalnych składnikach, polecany szczególnie do codziennej pielęgnacji skóry wrażliwej ze skłonnością do alergii. Zawarty w żelu wyciąg z aloesu stosowany od lat jako naturalny i skuteczny środek pomocny przy problemach skórnych, stymuluje regenerację naskórka podrażnionego wieloma czynnikami zewnętrznymi. Biologicznie aktywne składniki zawarte w żelu wnikają w strukturę skóry, przywracając jej jędrność, witalność oraz odpowiednie nawilżenie. Działanie aloesu wspomaga bogata w mikroelementy i biopierwiastki, a szczególnie jod i kwas metaborowy wykazujący działanie oczyszczające i łagodzące lecznicza woda mineralna z Uzdrowiska Rabka.

W rzeczywistości

Żel dostajemy w całkiem praktycznej tubce 150 ml, z zamknięciem typu "klik", które jest trochę nietrwałe. Możliwe, że mi się trafił wybrakowany egzemplarz, ale połowa tego plastiku, który trzyma wieczko od zakrętki, urwało mi się praktycznie od razu. Na szczęście z tym da się żyć.
Nie wiem, czy warto oceniać szatę graficzną opakowania, ale mogę powiedzieć, że mi się podoba. Tubka jest nieprzesadzona, wygląda estetycznie. 

Jeśli chodzi o konsystencję, produkt nie jest typowo żelowaty, powiedziałabym, że raczej półpłynny. Ale taka konsystencja jest niezwykle wygodna, bardzo łatwo się rozprowadza po skórze i nie sprawia żadnych problemów.
Zapach żelu jest bardzo delikatny, powiedziałabym, że prawie niewyczuwalny. Wyczuwam nutkę aloesu i tyle. 
Kolejnym plusem produktu jest czas wchłaniania, który jest niezwykle krótki. Jeśli nałożymy cienką warstwę, to wystarcza kilkanaście sekund, w razie większej ilości wszystko wchłania się w ciągu minuty. Nie pozostawia żadnej tłustej czy lepkiej warstwy.
Co do działania żelu jest ono niezłe, choć bez fajerwerków. Produkt funduje skórze lekkie nawilżenie, odrobinę pomaga w gojeniu niedoskonałości i łagodzeniu podrażnień.

Dzięki powyższym zaletom mogę powiedzieć, że żel aloesowy Gorvita doskonale nadaje się pod makijaż. Od jakiegoś czasu sama smaruję nim buzię rano i to duże ułatwienie. Szybko się wchłania i tworzy dobrą bazę pod podkład i resztę produktów makijażowych. 
Żel sprawia, że twarz zbytnio się nie przetłuszcza. Chyba, że macie taką skórę jak mój nos, który świeci się jak latarnia, ale jeszcze nie znalazłam nic, co by sobie z nim w 100% poradziło. Jednak reszta twarzy ma się dobrze w ciągu dnia po zastosowaniu tego produktu.


Z czystym sumieniem mogę Wam polecić ten żel :)
Używacie żeli aloesowych? Może znacie ten konkretny? :)
Buziaki!


Gdzie byłam jak mnie nie było?

Cześć!
Ostatnio się opuściłam jak nie wiem, ale już niedługo maturka i będę miała więcej czasu (tak się mówi, potem okazuje się, że jest tylko gorzej ;) ).
Ale przechodząc do meritum chciałam się wytłumaczyć i pochwalić, czemu nawet w weekend nie ruszyłam się, żeby coś napisać.

Ano powód jest bardzo prosty - zawitałam do Wrocławia. Skuszona wdziękami tego odległego miasta, zdecydowałam się wraz z koleżankami wybrać się tam w celu rozluźnienia przed maturą. W końcu nie musimy się uczyć, prawda? ;)
W każdym razie w piątek o wspaniałej godzinie 3.30 wstałam promienna i pełna energii pojechałam na dworzec. Co mnie zaskoczyło, to pociąg, który był zadziwiająco wygodny, dużo miejsca, klimatyzacja i nawet gniazdka przy fotelach były. No żyć, nie umierać!
Zajechałyśmy do Wrocławia i szczęka mi opadła już na dworcu - bardzo ładny. Nie ma co porównywać do warszawskiego Dworca Centralnego.

No potem dojazd do hostelu, mała wycieczka i podziwianie urody miasta, które zaskakiwało mnie z każdą chwilą. Bardzo klimatyczne miejsce, warto do niego wrócić.
Chylę czoła przed Rynkiem, który jest naprawdę piękny zarówno w dzień jak i w nocy. Mam kilka skromnych zdjęć, które pokażę, a potem postaram się wyżebrać coś od dziewczyn :)


Pałac Kultury o 5 rano, mogło być takie ładne zdjęcie, ale się trochę rozmazało, choć i tak mi się podoba. Jakiś taki fajny nastrój był o tej porze.


Trochę pięknego widoku, niestety ludzie mi wleźli. A też nie chciałam stać pół godziny i czekać, aż będzie wolna przestrzeń, bez ludzi.


No i jedno z ulubionych - bańki mydlane na Rynku. Panowie robili takie ogromne bańki, że musiałyśmy się zatrzymać i zrobić zdjęcia. Do tego strasznie mi ię podobają budynki w tle - jak mówiłam piękne miasto, architektura wspaniała.

To tak krótko o moim weekendzie, żeby Wam nie nudzić opowiadaniami. :)
Mamy tu jakieś Wrocławianki? Byłyście we Wrocławiu? A może polecacie odwiedziny jakiegoś innego pięknego miasta w Polsce? :)
Buziaki! I obiecuję poprawę!

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...