Obserwatorzy

Google+ Followers

Oczyszczająca maseczka do twarzy - Dziegciowa Babuszki Agafii

Cześć!
Ostatnio nie miałam jakoś siły na tworzenie nowych postów, wszystko przez te upały. Ale dziś jest miły, chłodny i pochmurny poranek (prawie południe ;) ) i w końcu mogę przysiąść i napisać.
Dziś chciałabym Wam przedstawić dziegciową maseczkę do twarzy, którą dostałam od Skarbów Syberii.


Maseczki w takim opakowaniu zaciekawiły mnie już od początku, w użytkowaniu mam mieszane uczucia, ale wyglądają fajnie.Jeśli chodzi o zakrętkę, nie sprawia ona żadnych problemów. Samo opakowanie może stać się uciążliwe, kiedy zostanie nam już mniej maseczki w środku i chwilami trzeba się nagimnastykować, żeby ją wydobyć, ale naprawdę nie jest tak źle :)

Po odkręceniu zakrętki naszym oczom ukazuje się beżowa, dość gęsta maź. Bardzo łatwo się ją rozprowadza. Przy aplikacji produktu towarzyszy nam pewien zapach, jest on dobrze wyczuwalny, ale mi się podoba. Nie potrafię go przyrównać do czegoś konkretnego, jest on po prostu specyficzny i to już jest kwestią gustu, czy komuś się spodoba.


Maseczkę nakładamy na 10 minut. Już po chwili od nałożenia zaczyna zasychać, ale nie ściąga skóry i nie powoduje później jej zaczerwienienia. 
Odnosząc się do obietnic producenta, mogę spokojnie powiedzieć, że jest w tym część prawdy. Pory się trochę oczyszczają, cała skóra jest uspokojona, podrażnienia magicznie znikają. Na jakiś czas uzyskujemy taki ujednolicony koloryt skóry, twarz wygląda świeżo i promiennie. Z tym normalizowaniem pracy gruczołów łojowych jest różnie, rzeczywiście przez kilka godzin jest super, ale po jakimś czasie w końcu gruczoły wracają do swoich zwyczajów.
Jeszcze zapomniałam o zmywaniu, z tym też nie ma problemów ;) Ja zmywam namoczonym płatkiem kosmetycznym, przy lekkim kontakcie z wodą maseczką "puszcza" i spokojnie można ją zmyć.

Dostępna jest oczywiście w sklepie Skarby Syberii w cenie 5.90 zł, oraz w innych sklepach z rosyjskimi kosmetykami.


Ostatecznie mogę z czystym sumieniem polecić tę maseczkę, skład mi się podoba, działanie również, w tak miłej cenie żal byłoby nie spróbować. :)

P.S. Mam nadzieję, że to wiecie, ale na blogach często widzę takie uściślenie, więc napiszę raz a dobrze: Na moją opinię w żaden sposób nie wpływa fakt, że produkt dostałam. Recenzja jest w 100% szczera.

Jeszcze chciałabym Wam przekazać, że dostałam od Skarbów Syberii banner z kodem, który umożliwia zrobienie zakupów ze zniżką 30%. Znajdziecie go zawsze na pasku bocznym. 
Rabat nie obejmuje produktów, które już mają jakąś przecenę :)

                                                               

Znacie tę maseczkę albo inne z tej serii?
Lubicie w ogóle rosyjskie kosmetyki?
Buziaki!




W poszukiwaniu idealnej bieli - Sally Hansen Complete Salon Manicure Ivory Skull

Cześć!
Jakiś czas temu polubiłam nosić biel na paznokciach. Zaczęłam od Coloramy, która okazała się wielkim rozczarowaniem. Zaczęłam więc szukać dalej. Postanowiłam wybrać Sally Hansen, bo jest to ogólnie polecana firma jeśli chodzi o produkty do paznokci. Nazwa też mnie zaciekawiła :)
No i co z tego wyszło?


Standardowo zaczynając od opakowania, otrzymujemy elegancką buteleczkę z ciekawą zakrętką. Pojemność jest stosunkowo duża, bo jest to aż 14.7 ml. Opakowanie jest wygodne i nie utrudnia użytkowania.


W butelce kryje się szeroki pędzelek. Lubię taki typ pędzelków, bo moim zdaniem znacznie ułatwiają rozprowadzanie lakieru po paznokciu. Temu konkretnemu nie mogłabym nic zarzucić, gdyby nie fakt, że nabiera naprawdę dużą ilość produktu. Nie jestem pewna, czy jest to kwestią samego pędzelka, czy też konsystencji lakieru, ale muszę się postarać, żeby nadmiar zostawić w opakowaniu i nie ubrudzić przy okazji szyjki butelki. 
Mogę więc płynnie przejść do kwestii konsystencji, która jest stanowczo zbyt rzadka, być może za jakiś czas lakier zgęstnieje i będzie przyjemniejszy w użyciu, ale na razie jest z tym średnio. Lakier można dobrze rozprowadzić, ale przy najlżejszym złym ruchu lakier rozlewa się po skórkach.

Za to lakier może się pochwalić świetnym kryciem, przy dwóch warstwach otrzymujemy idealną białą powłokę, bez żadnych prześwitów. Zaskoczyło mnie to, obawiałam się, że będzie wymagać więcej warstw, na szczęście Ivory Skull całkowicie mnie tu zadowala.


Jednak równie ważną sprawą jest kolor, kto wie, czy nie najważniejszą. Poniżej możecie zobaczyć porównanie z Coloramą, które jednoznacznie przemawia na korzyść Sally Hansen. Kolor Ivory Skull jest śnieżnobiały, bardzo czysty. Trudno znaleźć nieprzełamaną niczym biel, ta wydaje się idealna. Biel z Maybelline pozostawia wiele do życzenia, jest szarawa, brak jej czystości. Poza tym muszę zaznaczyć, że Colorama ma tu trzy warstwy a i tak jej krycie jest słabe, Sally Hansen ma tylko dwie warstwy i jest doskonała.


Lubicie biel na paznokciach? Znalazłyście już tę idealną?
Buziaki!

Yves Rocher, żel pod prysznic

Cześć!

Miało być artystycznie a wyszło jak zwykle. Wzór na dywanie trochę zepsuł moją wizję, coś się nie dopracowało. No, ale trudno już, jakoś muszę żyć z tym pseudoartystycznym zdjęciem ;)



Zresztą produkt i opis są ważniejsze niż samo zdjęcie (tak sobie będę wmawiać).
Otóż dziś chodzi o Yves Rocher Cocoa Sparkling Shower Gel, a konkretnie Cocoa & Raspberry, czyli w po prostu kakao i malina. 

Butelka jest na pewno ciekawa, dość nietypowa. Powiedziałabym, że trochę niewygodna, zwłaszcza pod prysznicem, bo w wannie jest łatwiej. Nakrętka jest jeszcze mniej wygodna. Na wspomnianej nakrętce znajduje się naklejka z krótką informacją, niestety zaraz wygląda to nieestetycznie, bo naklejka nie jest zabezpieczona przed wodą, choć powinna, zważając na zastosowanie produktu.
Dziura, przez którą wylewamy produkt, jest dość duża, przez nieuwagę można trochę zmarnować, ale konsystencja produktu działa w tym wypadku na plus i nie daje się tak łatwo rozlać.



Konsystencja żelu nie jest za rzadka, wydaje się całkiem niezła (przynajmniej w porównaniu do Original Source), także z wydajnością też nie jest najgorzej. Wydawałoby się, że zużywam dość dużo żelu, ale nie znika w zastraszającym tempie.

Jeśli chodzi o zapach, który tu ma być tematem przewodnim, to rzeczywiście wyczuwa się tak naprawdę odrobinę chemiczną czekoladę z malinami. Ale niestety o ile na pierwsze powąchanie był fajny, to przy używaniu i kolejnych wąchnięciach stał się bardzo uciążliwy i mdły. Oczywiście ocena zapachu jest oceną subiektywną, więc wielu osobom może się bardzo podobać. ;)

Ważną sprawą do omówienia są na pewno drobinki. Trochę się wystraszyłam, kiedy zobaczyłam je w butelce, nie lubię świecić niczym dyskotekowa kula na wiejskim weselu. W opakowaniu są bardzo widoczne, przy używaniu także, ale na szczęście po zmyciu żelu nie zostaje żaden ślad świecących drobinek.

No i przechodząc do meritum, czyli działania, mogę śmiało powiedzieć, że nie jest źle. Oczyszcza skórę, niestety nie peelinguje, więc zdarcie naskórka musimy sobie zapewnić inaczej. Fajne w nim jest to, że nie wysusza. Często po kąpieli mam bardzo naglącą potrzebę użycia balsamu, moja skóra wydaje się okrutnie przesuszona, a tutaj nie mam tego problemu, nie muszę biec po krem/masło do ciała.

Podsumowując, jego działanie jest w porządku, ale dławiący zapach całkowicie wyklucza możliwość ponownego kupienia tego żelu. Nie przepadam za zbyt cytrusowymi nutami, lubię słodkie wonie, ale coś takiego zdecydowanie mi nie odpowiada.
Ostatecznie, ze względu na tę wadę, nie mogę niestety polecić tego produktu.

Miałyście ten żel? Albo inny produkt z tej serii?
Może chciałybyście mi polecić inne, może lepsze, produkty z Yves Rocher? :)
Buziaki!


Odżywka, która nie działa? Miss Sporty Nail Expert 5in1

Cześć!
Każda z nas walczy o piękne paznokcie, kupuje olejki, odżywki. Ale co zrobić w sytuacji, gdy kupujemy odżywkę a ona nam nic nie daje? Oto przykład ;)



Producent piszeKompleksowa pielęgnacja:
- wzmocnienie i odbudowa paznokci,
- wygładzenie,
- nawilżenie,
- połysk i zdrowy wygląd,
- szybszy wzrost.

Skuszona opisem i niską ceną (poniżej 10 zł) od razu wrzuciłam odżywkę do koszyka. Tyle człowiek wypróbował, a wciąż nie zmądrzał ;) 
Zaczęłam używać odżywki, po prostu jako bazy pod lakier. Nie oczekiwałam, że zdarzy się cud, ale miałam nadzieję, że choć jedna z obietnic się spełni. Każdego dnia coraz bardziej rzedła mi mina. Paznokcie nie były nawilżone, nie wyglądały zdrowiej niż zwykle, nie błyszczały. Na pewno nie były wzmocnione, wciąż się łamały. Niestety wzrostu też ta odżywka mi nie zafundowała.
Ostatecznie zawsze można powiedzieć, że kupiłam tanią bazę pod lakier, prawda? No pewnie, szkoda tylko, że lakier odpryskuje po 1 - 2 dniach. Najlepiej jak schodził płatami, polecam...

Z kwestii technicznych mogę powiedzieć, że jest w typowej buteleczce, 8 ml. Pędzelek nie jest najwygodniejszy, jakoś koślawo się maluje paznokcie. Jeszcze lepiej, że w połowie buteleczki odżywka zaczęła gęstnieć, próbowałam ją jeszcze nakładać, ale w efekcie miałam grube warstwy odżywki, na którą chciałam nałożyć lakier, który potrafił zejść kilka godzin później :/


Jedyną oczywistą zaletą tej odżywki jest jej niska cena. No, mogłabym dodać także dostępność, bo dostaniemy go w Rossmannie, ale także w supermarketach (ja kupiłam w Tesco). 

Jak widać, absolutnie nie polecam tej odżywki, no chyba że macie ochotę się męczyć i często malować paznokcie :)
Nawet zdjęcie brzydko wyszło, aparat też nie potrafił znaleźć dobrych stron produktu ;)

Miało być tak pięknie, a wyszło jak zwykle. Coraz bardziej rozwiewają się moje marzenia o doskonałej odżywce, która sprawi, że będę miała piękne, mocne paznokcie, ale powoli tracę nadzieję, że ten cud się wydarzy. 

Macie jakieś ulubione odżywki do paznokci? Polecicie coś?
Buziaki!

Jak dbać o skórki?

Cześć!
Suche skórki to zmora. Swego czasu byłam szczęśliwa, bo nic mi na paznokcie nie narastało, więc skórki postanowiły się zbuntować, rosnąć długie i być suche.
W takim razie znowu muszę rozpocząć batalię przeciwko nim i to mnie zainspirowało do napisania postu o tym, jak sobie z tymi nieszczęsnymi skórkami radzić :)


Olejowanie!
O tym pisałam już tu, co tu dużo mówić, kiedy wcieramy olejki w nasze paznokcie, to skórki korzystają z tego i stają się lepiej nawilżone, nie są takie poharatane i widoczne :)
Możemy olejować na przykład olejem rycynowym z dodatkami, albo wybrać po prostu oliwkę do skórek (np. Inglot), Sally Hansen również wychodzi nam naprzeciw i oferuje olejek Cuticle Rehab.





Balsam do skórek?
Różne firmy oferują nam już naprawdę wiele rozwiązań. Ja sama jak dotąd korzystałam z balsamu 2x5 Herba Studio (11 zł w aptekach DOZ), z którego byłam ogromnie zadowolona. Skórki po nim są doskonale nawilżone. Jest bardzo fajny w użytkowaniu i ma przyjemny zapach. (Mam zamiar go kupić znowu, więc na pewno coś więcej o nim napiszę :) )

Prócz powyższego słyszałam również doskonałe opinie o masełku do skórek Sally Hansen Salon Manicure Cuticle Eraser + Balm (około 15 zł na allegro).



Nie do końca do skórek...
Ja sama uwielbiam wcierać w skórki maść ochronną z witaminą A. Nie jest przeznaczona do skórek, ale świetnie na nie działa.
Słyszałam również, że wazelina może się przydać.

Kolejnymi produktami wielozadaniowymi są rybki Gal, które używam w pielęgnacji skórek i paznokci, ale także twarzy.




Kąpiele?
Bingo Spa postanowiło trochę rozpieścić klientki i stworzyło kąpiele do skórek i paznokci. Mam wersję mandarynkową (dzięki aGwer), podeszłam do niej dość sceptycznie, nie sądziłam, że może pomóc. A okazuje się, że to naprawdę świetny produkt. Już niedługo napiszę o tej kąpieli więcej.



Oprócz powyższych, warto wypróbować kąpiel paznokci i skórek w oliwie z sokiem z cytryny albo w ugotowanym siemieniu lnianym (trzeba je podgotować / zalać gorącą wodą, żeby wytworzył się charakterystyczny żel), co jest bardzo dobrym wzbogaceniem pielęgnacji skórek i paznokci.



Nocna pielęgnacja
Jeśli komuś się chce, to świetnym pomysłem jest nasmarowanie rąk oliwką / bogatym kremem, dokładnie natrzeć skórki i na noc włożyć bawełniane rękawiczki. Dobre efekty gwarantowane :)



Jak je usuwać? 
To jest bardzo ważna kwestia, jeśli będziemy wciąż wycinać skórki, to będą one narastać jeszcze bardziej i tworzy się takie błędne koło. No to jak sobie z nimi radzić?
Tu znowu producenci wychodzą nam naprzeciw. Myślę, że wszystkie znacie Sally Hansen Instant Cuticle Remover (około 15 zł na allegro, 20-30 zł w drogeriach)?
Wibo proponuje nam preparat (7 zł ), który niby może działaś zamiennie, ale wydaje mi się, że jest dużo słabszy. Żel SH przy dłuższym przytrzymaniu na skórkach ma je rozpuszczać, zaś Wibo tylko je zmiękcza i pomaga odsunąć.
Podobny preparat produkuje również Eveline (10 zł), jednak nie jest on jakimś ogromnym pozytywnym zaskoczeniem, więc lepiej skupić się na dwóch wcześniejszych.

Kiedy już skórki są zmiękczone / rozpuszczone wystarczy je usunąć drewnianym patyczkiem do manicure (100 sztuk za 8 zł na allegro ;) )







Co jeszcze?
Bardzo ważne jest pamiętanie o skórkach podczas prac domowych. Najlepiej wykonywać w rękawiczkach wszystkie prace, które mogą wystawić naszą skórę na kontakt z silną chemią, ochrona ta będzie dobra nie tylko dla skórek, ale także dla paznokci i całej skóry dłoni.
Warto również pamiętać o używaniu kremu do rąk. W ciągu dnia niewiele nas kosztuje kilkukrotne wtarcie balsamu, a dla skórek to prawdziwe zbawienie.

Główną zasadą jest systematyczność, nic nam nie da nałożenie na skórki wszystkich dostępnych preparatów, jeśli robimy to, kiedy nam się przypomni.
Ja codziennie coś robię, chociażby przy serialu zrobię kąpiel bingo spa. Przy jakiejś pracy na komputerze, pisaniu posta, czytaniu blogów nakładam trochę olejku na skórki i pozwalam się wchłaniać. Nie kosztuje nas to wiele czasu czy wysiłku, a naprawdę warto.


No, wydaje mi się, że wyczerpałam temat.
Jeśli znacie jakieś inne fajne kosmetyki do paznokci i skórek czy też jakieś domowe sposoby, to piszcie je w komentarzach! Chętnie poznam coś nowego.
Dbacie o swoje skórki? Wycinacie je czy stosujecie mniej "agresywne" sposoby? :)
Buziaki!





I'm back! I zaczynam z Batiste :)

Cześć!
Boże, nawet nie zdajecie sobie sprawy, jak trudno mi było nie móc poświęcić wystarczająco dużo czasu blogowi, nie móc pisać, robić zdjęć. Na szczęście dziś miałam egzamin ustny z angielskiego i tym pozytywnym akcentem zakończyłam ciąg matur.

Dziękuję Wam wszystkim i każdej z osobna za kciuki i życzenia powodzenia! Teraz jeszcze proszę o takie malutkie kciuki do czerwca aż będą wyniki :) Na razie znam tylko wyniki z ustnych, więc czeka mnie oczekiwanie w napięciu.
Ale koniec końców nareszcie mogę usiąść i coś napisać do Was.

Po tym przydługim wstępie chciałabym zaprosić Was na kilka słów o suchym szamponie Batiste. Już pewnie wszystkie go znacie, ale nie byłabym sobą, gdybym sama o tym nie napisała :)


O opakowaniu nie muszę chyba dużo pisać? Takie samo jak w innych specyfikach tego typu. Nie sprawia żadnych problemów pod tym względem.
Wielokrotnie słyszałam, że on tak pięknie pachnie, cóż polemizowałabym. Może nie straszny zapachem, ale perfumy to nie są. Delikatnie wyczuwalna nutka tropikalna, kokosa tam nie czuję, ale coś egzotycznego jest.

Jeśli chodzi o najważniejsze, czyli działanie, mogę powiedzieć, że mam mieszane uczucia. Może to kwestia nastawienia, z jakim zaczęłam używać szamponu. Tak często słyszałam, że wspaniały i cudowny, więc nastawiłam się na cud. Drugi Cud nad Wisłą się nie zdarzył, co mnie trochę rozczarowało. Co tu dużo mówić, szampon jest poprawny pod względem odświeżenia włosów. Na drugi dzień mogę go użyć, ale nie ma opcji, żebym użyła go dwa dni po myciu włosów, bo niewiele to pomaga.
Włosy są odświeżone, nie wyglądają już na tłuste, ale są dość matowe i średnio atrakcyjnie wyglądają. Za to na plus jest to, że nie pozostawia wrażenia suchych, sztywnych włosów, bo tego nie cierpię. Włosy są lekko odbite od nasady, szampon nadaje im objętości
Ale to, czego nie cierpię to lekkie bielenie, niestety zdarza mu się.

Jeszcze słówko o wydajności, wydaje mi się, że jest ona taka sobie. Muszę naprawdę obficie popsikać włosy, żeby efekt odświeżenia był widoczny, ale mimo to nie kończy się od razu, więc mogę powiedzieć, że się opłaca.
Jeśli chodzi o cenę i dostępność, to mamy do czynienia z dwoma rozmiarami: 50 ml za około 8 zł oraz 200 ml za około 15 zł.

Jak widać sławne Batiste mnie nie zaskoczyło, ale z czystym sumieniem mogę polecić wersję do ciemnych włosów, który nie bieli i wydaje mi się, że działa o wiele lepiej :)



Jeszcze ze spraw organizacyjnych, chciałabym poinformować, że z powodu większej ilości wolnego czasu zamierzam zająć się postami bardziej teoretycznymi, o pielęgnacji i tak dalej. Mam nadzieję, że ten pomysł docenicie! :)

Tymczasem lecę pisać kolejne posty, bo mi się nazbierało rzeczy do opisania!
Buziaki!


Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...