Obserwatorzy

Google+ Followers

Spóźniony prezent :)

Mój telefon nie chce ze mną współpracować i zgrywać zdjęć na komputer. Zgrało się tylko kilka, więc dziś będzie tylko o moim spóźnionym prezencie, który miałam dostać pod choinkę, ale nie zdążył dojechać.


Pędzle z Sunshade minerals!

Oprócz tego chciałabym pokazać Wam jak spędziłam dużą część świąt.



Po objadaniu się, siadałam sobie przy kominku. Obok kochana rodzinka (choć czasem męcząca ;) ), stopy ogrzane trzaskającym ogniem. Z chęcią bym tam wróciła :)

A Wy jak spędziłyście święta?
Też żałujecie, że tak szybko się skończyły? ;)

Merry Christmas




Miał być duży świąteczny post, ale w gruncie rzeczy już tyle ich widziałam, że nie mam potrzeby dorzucać kolejnego posta do wielkiego worka (takie świąteczne metafory ;) ).
Tak więc, jeśli chcecie wiedzieć jak zapakować prezenty, jak wyglądają choinki z bombkami, czy też znaleźć pomysły na prezenty świąteczne - odsyłam gdzie indziej.
Zamiast tego pomyślałam, że może zainteresuje Was odrobina mojej prywaty, czyli jak spędzam święta :)

Jako że moja rodzina mieszka dość daleko ode mnie, każde święta łączą się najpierw z podróżą. Na szczęście najbliższa rodzina mieszka w tym samym miejscu, więc nie mamy problemu z wybieraniem, gdzie jechać. 
Odkąd pamiętam jeździliśmy na dwie Wigilie, do rodziców mamy i do rodziców taty. Od 4 lat tradycja niestety się zmieniła, ale co tu mówić, taka kolej rzeczy.
Teraz jestem na Wigilii u babci od strony mamy, a z rodziną od strony taty widzimy się po ich Wigilii późniejszym wieczorem.

Myślę, że sam przebieg Wigilii jest taki sam jak u innych, dzielimy się opłatkiem, składamy sobie życzenia (czasem szczere i od serca, czasem zupełnie schematyczne "zdrowia, szczęścia, szczęśliwego nowego roku"). Potem siadamy do kolacji, babcia biega w tę i z powrotem i nosi kolejne talerze, staramy się jej pomóc, ale wszystko sama chce robić :)

Po zjedzeniu jednej setnej jedzenia, które jest na stole, kiedy wszyscy już ledwo mieszczą się na krzesłach, rozdajemy prezenty. Pamiętam jak jeszcze byłam mała i zawsze przychodził sąsiad przebrany za Mikołaja, wtedy dzieci było czworo, dziś wszyscy już jesteśmy w wieku, kiedy nie wierzy się w Mikołaja ;) W każdym razie mówiliśmy wierszyki, śpiewaliśmy kolędy, żeby dostać prezent.
To są piękne wspomnienia, zwłaszcza kiedy moja mała kuzynka rozpłakała się na widok wysokiego pana z długą brodą :)

Po kolacji jeździmy do drugiej części rodziny na kolejne jedzenie.
Potem jeszcze przez dwa dni całymi dniami siedzi się przy stole. Naprawdę czasem żałuję, że nie idziemy na jakieś łyżwy albo coś, przynajmniej trochę by się odpoczęło od tego żarcia ;)

To w zasadzie tak pokrótce o moich świętach, jakbym chciała wszystko opisać zajęłoby mi to pewnie z 5 stron, a Wy byście nie chciały tego czytać ;) 

Jeszcze nie omieszkam wcisnąć Wam mojego (chyba) ulubionego świątecznego filmu!








Dobra, już Was nie męczę. Pozostaje mi tylko życzyć Wam bardzo bardzo radosnych Świąt. Żeby każda z Was (i każdy z Was) spędziła je tak, jak tylko sobie wymarzyła, żeby wokół Was była rodzina, dużo ciepła, aby każdy prezent wywołał szczery uśmiech na Waszych twarzach.

Życzę już dziś, bo jutro z rana wyjeżdżam, na pewno będę zaglądać na Wasze blogi, ale internet nie chodzi tak dobrze, więc cudów się nie spodziewam :)

Buziaki!












Fusswohl, krem do stóp


Od producenta

Skład: Skład: Aqua, Cetearyl Alcohol, Cetyl Alcohol, Caprylic/Capric Triglyceride, Ethylhexyl Stearate, Polyglyceryl-3 Stearate, Glycerin, Adeps Cervinus, Betaine, Prunus Amygdalus Dulcis Oil, Allantoin, Sodium Stearoyl Lactylate, Caprylyl Glycol, Xanthan Gum, Camellia Sinensis Extract, Latic Acid, Maltodextrin, Parfum 

Krem do stóp z łoju jelenia do szczególnie suchej i pękającej skóry, z olejkiem migdałowym. 
Skuteczność i pielęgnacja: łój jelenia to znany od pokoleń skuteczny środek pielęgnacyjny. FUSSWOHL Krem z łoju jelenia dzięki olejkowi migdałowemu i alantoinie intensywnie pielęgnuje i nawilża skórę. Na skutek szkodliwego wypływu środowiska, jak np. promieniowanie UV, powstają wolne rodniki. Wartościowy wyciąg z białej herbaty pomaga w ich zwalczaniu. Skóra staje się wyjątkowo delikatna i jedwabiście gładka. Krem może być stosowany także na dłonie. 
Zastosowanie: najlepiej dobrze wmasować po ciepłej kąpieli stóp. W razie potrzeby stosować codziennie.  

Moim zdaniem

Trochę mnie niepokoi ten łój jelenia, ale skoro już krem mam, to wypadałoby go zużyć, a jego działanie jest naprawdę dobre.

Opakowaniem jest tubka, z zamknięciem typu klik, o pojemności 75ml. 
Zapach jest bardzo, bardzo delikatny, ja go już praktycznie nie wyczuwam.
Konsystencja średnio gęsta, nie spływa z ręki, łatwa do rozprowadzenia.

Używam tego kremu zawsze po peelingu No 36, razem dają genialne wyniki. Stopy są po intensywnym starciu lekko zrogowaciałego naskórka, gotowe na przyjęcie kremu. 
Wchłania się raczej dość długo, to znaczy typowo dla kremów do stóp, według mnie (albo może po prostu taka uroda moich stóp) wszystkie kremy wchłaniają się wolno.
Po użyciu kremu, kiedy wreszcie się wchłonie, mam niesamowicie miękkie stopy. Skóra jest nawilżona, nawet naskórek na piętach, który zwykle jest wyczuwalnie twardszy od reszty, jest mięciutki i przyjemny.

Cena kremu to 6zł, dostępny w Rossmannie.

Z czystym sumieniem mogę polecić ten krem. Sprawia, że stopy stają się przyjemne :)




P.S. Zapraszam jutro/pojutrze na jakiś mały świąteczny pościk :)




Oriflame, Happy skin, odżywczy krem do rąk i paznokci


Według producenta

Skład: AQUA, GLYCERIN, CETEARYL ALCOHOL, ISOPROPYL MYRISTATE, BUTYROSPERMUM PARKII BUTTER, CERA ALBA, SODIUM POLYACRYLATE, CETEARETH-12, IMIDAZOLIDINYL UREA, METHYLPARABEN, SODIUM CETEARYL SULFATE, PARFUM, PROPYLPARABEN, CITRIC ACID, LIMONENE, LINALOOL, CUCURBITA PEPO SEED OIL, TOCOPHERYL ACETATE, BUTYLPHENYL METHYLPROPIONAL, CITRONELLOL, ALPHA-ISOMETHYL IONONE, GERANIOL


Kilka słów ode mnie:

Moja mama jest konsultantką Oriflame, więc zawsze jestem na bieżąco z ich nowościami. Niektóre kosmetyki nie porywają, ale zdarzają się perełki :) Kiedy zobaczyłam krem do rąk z olejem z pestek dyni, pomyślałam, że muszę go wypróbować. Trochę się zawiodłam, kiedy zobaczyłam, gdzie w składzie ten olej jest. No, ale ostatecznie okazało się, że nie jest tak źle.

Opakowanie jest typowe - tubka, pojemność 100 ml. Jedna rzecz, która mi nie pasuje to zamknięcie, w kremach do rąk o wiele wygodniejsze jest zamknięcie "klik", a tutaj mamy zakręcane.
Krem jest średnio gęsty, z łatwością się rozprowadza. 
Czas wchłaniania ciężko określić, po minucie mogę robić już wszystko, ale czuję taki delikatny, wbrew pozorom bardzo przyjemny, film na dłoniach i towarzyszy mi on przez dłuższy czas.
Zapach jest subtelny i bardzo przyjemny, nie kojarzy mi się z niczym właściwie.

Działanie jest bardzo dobre, ręce są nawilżone i miękkie, bardzo delikatne w dotyku. 

Cena bez promocji to 14 zł, w promocji 9.90 zł.  Dostępny w Oriflame :)

Znacie kosmetyki z Oriflame? Lubicie je?
Buziaki!







Farmona, Magic SPA olejek do kąpieli



Od producenta:

Wyjątkowo wydajny olejek do kąpieli o intensywnym zapachu dojrzałych wiśni pieści zmysły, a zawarte w nim składniki aktywne - kompleks nawilżający HydraIntense i prowitamina B5 - doskonale pielęgnują, nawilżają i wygładzają ciało. Orzeźwiający, delikatnie cierpki zapach soczystych wiśni uwalnia od stresu, dodaje energii i wprowadza w doskonały nastrój, a bogata receptura doskonale myje i oczyszcza skórę, nie powodując jej wysuszenia. Aromatyczna kąpiel zapewnia cudowną świeżość i relaks po całym dniu, pozostawiając długotrwały efekt miękkiej, jedwabiście gładkiej i przyjemnie pachnącej skóry. 

Kilka słów ode mnie:

Opakowanie mi się podoba, co prawda butelka jest dość nieporęczna, a korek ciężko się wyciąga i wkłada, ale szata graficzna mi się podoba, kolor olejku, który widać (bo butelka z przezroczystego szkła) i ten korek nadają takiego klimatu, że i tak lubię tą butelkę.

Cena jest średnio przyjazna jakieś 25zł, choć pojemność to 500ml, więc trochę tego jest. Ja kupiłam ten płyn tylko dlatego, że był na promocji za 10zł :)

No dobra, przynosimy tą drogą, pękatą butlę do domu nie spodziewając się niczego. Otwieramy, przykładamy nos i MAGIA. Zapach jest wspaniały, słodki, powiedziałabym, że trochę odurzający. Niestety po wlaniu do wanny wracamy do smutnej rzeczywistości (przypominamy sobie, że magia nie istnieje i nie ma Świętego Mikołaja), bo zapach jest ledwo ledwo wyczuwalny.

Za to plusem jest to, że jeśli wlejemy odpowiednią ilość (płynu do kąpieli lubię chlusnąć tak od serca :) ), to możemy zanurzyć się nie tylko w cudownej pianie, ale i bardzo miło wyglądającej różowej wodzie. Niby nic, ale lepszy rydz niż nic.

Co do obietnic producenta powiem tyle: "efekt miękkiej, jedwabiście gładkiej i przyjemnie pachnącej skóry" - takiego efektu brak. W kwestii zdolności myjących się nie wypowiem, bo nie wyobrażam sobie, że woda z płynem do kąpieli miałaby mnie umyć. Choć biorąc pod uwagę SLS, na samym początku składu, podejrzewam, że dałby sobie radę z usunięciem zanieczyszczeń.

Jeśli trafię ten płyn na promocji, to pewnie go kupię, ale za cenę regularną nie ma mowy.

A Wy używacie płynów Farmony? A może jakichś innych? :)

UWAGA!

Jeszcze mała sprawa organizacyjna, zniknął mi gadżet Obserwatorzy, teoretycznie wciąż widnieje on w układzie bloga, ale na stronie nie jest widoczny.
Dlatego przełączyłam się na konto google+ i zachęcam Was do dodawania mnie do swoich kręgów / obserwowanych (jakkolwiek to się nazywa :) )
Buziaki!






Iwostin Purritin Rehydrin, krem





Kupiłam ten krem gdyż polecił mi go dermatolog, to było wtedy, kiedy jeszcze przechodziłam rozmaite kuracje przeciwtrądzikowe, które bardzo podrażniały i wysuszały moją skórę.
Na początku myślałam, że nawilżenie jest słabe, ale potem naprawdę go doceniłam :)

Jak na zdjęciu widać, krem jest zamknięty w tubce o pojemności 40ml. Zamknięcie typu klik nie sprawia żadnych problemów. Tubka jest nieprzezroczysta, ale pod światło możemy ocenić ile kosmetyku nam pozostało. 

Krem ma lekką konsystencję, szybko się wchłania. Skóra po nim jest nawilżona, ratował mnie od suchych skórek podczas kuracji, a także i później. 

Zamierzałam go kupić ponownie, ale przypadkowo sięgnęłam po krem z tej samej serii: Iwostin Purritin krem na noc redukujący niedoskonałości ;)

Krem kupimy za jakieś 35zł (ostatnio nawet w superpharmie przez miesiąc była przecena na całą markę Iwostin), ale jest wydajny i mimo niewielkiej pojemności wystarcza na długo.

Ogólnie ten produkt jest godny polecenia, bardzo dobrze dopasowuje się do naszych potrzeb :)
Słyszałyście o nim? A może używałyście?
Buziaki!





Cien, nawilżający krem do rąk z olejem migdałowym i masłem shea


Od producenta

Wysokiej jakości formuła z kompleksem witamin chroni skórę przed wysychaniem. Szybko się wchłania i pozostawia przyjemne uczucie.

Ode mnie

Jak już mi Lidla pod domem wybudowali, to bywam tam niemal codziennie i rzadko zdarza się, abym nie przeszła przez alejkę z kosmetykami szukając czegoś nowego. Oczywiście półka z kremami do rąk wpadła mi w oko, bo kilka ich tam było. Ten złapałam pierwszy, skład całkiem sympatyczny, więc wzięłam.

Opakowanie typowe czyli tubka, zamknięcie typu klik, pojemność 125ml.
Konsystencja
idealna, niezbyt gęsta, ale nie spływa z ręki. Zapach mogliby zmienić, bo nie jest piękny a ja lubię dobrze pachnące kremy, można się przyzwyczaić, ale nic specjalnego. 

Wchłania się w 4 minuty (specjalnie zmierzyłam czas :) ), ręce są gładkie, przyjemne w dotyku i nawilżone. Jeśli jednak weźmiemy za dużo kremu, otrzymamy efekt klejących się, nieprzyjemnych dłoni.
Efekt nawilżenia nie utrzymuje się szczególnie długo.

Nie sądzę, żebym wróciła do tego kremu, po skończeniu go. Lidl oferuje jeszcze kilka innych, więc na pewno je wypróbuję.

Używałyście kosmetyków firmy Cien? Polecicie coś konkretnego? :)
Miłego piątku (przypomnę, że piątek trzynastego :) )

Ziaja Nuno, peeling enzymatyczny


Jakiś czas temu przeczytałam o nim u Arcy Joko i stwierdziłam, że muszę go wypróbować, więc praktycznie od razu poleciałam i go kupiłam. 
Zwlekałam z recenzją, bo chciałam go naprawdę porządnie sprawdzić, bo szczerze mówiąc za pierwszym razem mnie nie zadowolił.

Od producenta


Kilka słów ode mnie

Po pierwsze zaskoczyło mnie opakowanie, które wydawało się duże, a okazało się maleńkie - 60ml, ale to już kwestia mojego roztrzepania, bo nawet nie sprawdziłam.
Opakowanie jak widać na zdjęciu, buteleczka z nieprzezroczystego plastiku, pod światło też nie prześwituje, więc ciężko ocenić ile kosmetyku nam pozostało. Zamknięcie typu "klik", wygodne w użyciu, ogólnie butelka dobrze się sprawuje. 

Peeling ma biały kolor i konsystencję kremu, co nie jest dla mnie optymalne, bo usilnie staram się napakować tyle peelingu, żeby była widoczna warstwa. Może to trochę wpłynąć na wydajność peelingu.
Zapach jest przyjemny, też przypomina mi jakiś krem.

Po nałożeniu peelingu nie zauważyłam żadnego pieczenia, swędzenia ani nic, więc łatwo można zapomnieć, że ma się go na twarzy (zwłaszcza, że się trochę wchłania i naprawdę niewiele go zostaje).
Za pierwszym razem nie miałam żadnych efektów, za drugim było już lepiej. Po zmyciu produktu, pierwszym co czuję, jest bardzo fajna gładkość skóry, cera wygląda zdrowiej, więc tu producent spełnia obietnice. 
Z oczyszczaniem średnio, trochę porów oczyszcza, ale większość zaskórników pozostaje niestety na swoim miejscu.

Kosztuje około 10zł, więc w razie czego niewielka strata.

Podsumowując jest to przyjemny produkt, który funduje nam pupcię niemowlaka na twarzy (chyba, że ma się wypryski, to nie do końca), ale nie ma co liczyć na cudowne oczyszczenie. Także będę szukać dalej :)

Używałyście go kiedyś?
Macie może jakieś inne peelingi enzymatyczne godne polecenia? :)
Buziaki!




Olej arganowy


OLEJ ARGANOWY

Jestem pewna, że wiele z Was go zna, ale czy wiele go stosowało? Mnie z początku odrzucała cena, ale w końcu się zdecydowałam. Zapłaciłam 50zł za 125ml, w tym momencie chciałabym Was przestrzec przed tanimi podróbkami. 
Olej powinien być w butelce z ciemnego szkła, ponieważ wystawiony na promienie słoneczne traci swoje właściwości.

Mój olej jest w niezbyt wygodnej butelce - brak dozownika. Otwór jest szeroki, więc trochę niewygodnie się go używa. W zależności od potrzeb wylewam go na łyżeczkę, albo nabieram odrobinę palcem.

Opis olejku ze sklepu, w którym go kupiłam:

"UWAGA!  OLEJ ARGANOWY KOSMETYCZNY NIE PACHNIE ORZESZKAMI, ma delikatny charakterystyczny  zapach. NIE PACHNIE ORZESZKAMI JAK TO JEST W PRZYPADKU OLEJU SPOŻYWCZEGO. JEST TEŻ JAŚNIEJSZY NIŻ SPOŻYWCZY, KTÓRY JEST PRAŻONY. OLEJ KOSMETYCZNY JEST DROŻSZY W PRODUKCJI (poddaje się go dodatkowym procesom tak aby pełnił swoje funkcje kosmetyczne). Ma też w konsekwencji wyższą cenę. Proszę uważać na sprzedawców, którzy tańszy w produkcji olej spożywczy oferują jako kosmetyczny (zorientują się Państwo po kolorze i zapachu, kulinarny jest ciemniejszy i pachnie orzeszkami). 
Olej arganowy jest nieocenionym składnikiem kosmetyków.  Zwany jest ELIKSIREM MŁODOŚCI,  szczególnie dzięki dużej zawartości tokoferoli czyli witaminy E (w tym Beta-tokoferol, Gamma-tokoferol i Delta-tokoferol), które są obrońcami naszego organizmu przed starzeniem się komórek i mają duży udział w walce z utleniaczami. Olej ten jest hitem kosmetyków anti-aging (anty-starzeniowych)Olej arganowy jest :- zalecany w walce ze zmarszczkami, przedwczesnym starzeniem się skóry, doskonały dla dojrzałej skóry-pomaga zredukować zmarszczki przez odbudowę warstwy hydrolipidowej, przez co udaje się zachować młodzieńczy wygląd skóry-dzięki naturalnym antyoksydantom chroni organizm przed wolnymi rodnikami-wzmacnia włosy i paznokcie-ma właściwości silnie nawilżające, dogłębnie nawilża, ujędrnia i napina skórę-chroni przed działaniem szkodliwych dla cery, czynników zewnętrznych jak: słońce, wiatr, zimno, stres-ma duże zdolności naprawcze, regenerujące skórę
OLEJ ARGANOWY W DERMATOLOGII:OLEJ ARGANOWY ma również szerokie zastosowanie w dermatologii, gdyż pomaga w problemach skórnych oraz w działaniach terapeutycznych:-skuteczny w walce z trądzikiem, łuszczycą, egzemą-przyśpiesza gojenie ran, pęknięć skóry, rozstępów, blizn, poparzeń (w tym słonecznych)-pomaga w leczeniu reumatyzmu-doskonały do masażu, który rozluźnia spięte i bolące mięśnie-nawilża suche i zniszczone włosy, nawilża suchą skórę głowę-wspomaga kruche, rozdwajające się paznokcieOlej arganowy ma zastosowanie w pielęgnacji nawet bardzo wysuszonej skóry dłoni. Używany jest także do pielęgnacji paznokci"
źródło: Maroko sklep


To teraz najważniejsza sprawa: Używanie

Po pierwsze chciałabym zauważyć, że olej jest niezwykle wydajny, na całą twarz wystarcza mi kilka kropel, dodając go do maski do włosów, wystarczy łyżeczka i już widać duże efekty.

Po użyciu oleju na twarz, skóra jest wyraźnie nawilżona, gładka, przyjemna. Redukuje odrobinę wydzielanie sebum. Niedoskonałości zmniejszają się.
Włosy są miękkie i lśniące.


Co tu więcej mówić, myślę, że każdy powinien wypróbować ten olej. Jest on jak najbardziej warty swojej ceny.
A Wy macie olej arganowy? Używałyście kiedyś?

Miłego wieczoru!

Co nowego

Dziś taki luźny post, bo naprawdę nie mam siły na nic ambitniejszego :)
Będzie trochę nowości i bolesna strata.

Najpierw jednak miłe wiadomości.


Moje grudniowe nowości :)

Po pierwsze zestaw Farmona Tutti Frutti, który jest częścią mikołajkowego prezentu od rodziców :)
W skład zestawu wchodzą: peeling do ciała, masło do ciała i olejek do kąpieli o cudownym zapachu wiśnia&porzeczka.

Potem jest płyn przeciwtrądzikowy Afronis, o którym przeczytałam na którymś z blogów. Zacznę go stosować za jakiś czas, bo aktualnie oceniam działanie kremu redukującego niedoskonałości Iwostin.
Olejek z drzewa herbacianego, który też ma mi pomóc przy niedoskonałościach.
I rybki A+E Dermogal, które będą do twarzy, włosów i paznokci.

Kolejne zdobycze to mydełko naturalne z nanosrebrem, które podobno jest cudowne: przeciwbakteryjne, antyseptyczne, przeciwwirusowe i przeciwgrzybiczne. 
Oraz peeling morelowy Soraya, który wiele razy widziałam na blogach i stwierdziłam, że muszę go wypróbować, jak zobaczyłam w Naturze, to po prostu musiałam go wrzucić do koszyka.

Następnie maseczki Ziaja oczyszczająca i nawilżająca oraz zielona glinka.


Na koniec coś, czego desperacko szukałam: klej do paznokci Essence, który uratował mój złamany na pół paznokieć (choć ostatecznie nie przeżył imprezy i teraz wygląda tak):


Tym sposobem przeszłam do smutnej wiadomości, którą jest powyższe zdjęcie, została mi połowa paznokcia, niestety druga ręka też została pozbawiona połówki :(
Teraz nie wiem, co zrobić. Powinnam spiłować wszystkie paznokcie, ale będę przy tym rzewnie płakać, bo tyle pracy ile w nie włożyłam, naprawdę kosztowało mnie sporo czasu.


Mam nadzieję, że Wasz weekend był mniej szkodliwy niż mój :)
Trzymajcie się ciepło!

No 36, gruboziarnisty peeling do stóp


Według producenta

Peeling do stóp No. 36 dzięki połączeniu gruboziarnistego naturalnego pumeksu oraz kwasów owocowych AHA skutecznie usuwa martwy naskórek oraz zrogowacenia. Już po pierwszym zastosowaniu skóra jest widocznie wygładzona. Formuła peelingu została wzbogacona o lanolinę o działaniu intensywnie nawilżającym, odżywczym i regenerującym, dzięki czemu stopy stają się gładkie i miękkie w dotyku. 

Skład: Aqua, Paraffinum Liquidum, Cetearyl Alcohol, Glycerin, Polyethylene, Stearic Acid, PEG-75 Lanolin, Phenoxyethanol,  Glyceryl Stearate, PEG-100 Stearate, Pumice, Petrolatum, Ceteareth-20, Parfum, Passiflora Edulis Fruit Extract, Citrus Limon Fruit Extract, Allantoin, Salicylic Acid, Alcohol Denat, Methylparaben, Ethylparaben, Propylparaben, Sodium Hydroxide, Potassium Sorbate, Sodium Bisulfite, DisodiumEDTA, Lecithin, Tocopherol, Ascorbyl Palmitate, Hydrogenatde Palm Glycerides  Citrate, Butylphenyl Methylpropional, Citral, Citronellol, Hexyl Cinnamal, Limonene

Według mnie 

Cóż, słowem obrony muszę powiedzieć, że pierwszy raz od długiego czasu złapałam kosmetyk bez czytania składu. Po prostu byłam w rossmanie, trochę się spieszyłam, zobaczyłam napis kwasy AHA i bezmyślnie wrzuciłam do koszyka i pobiegłam do kasy.
Potem nadal żyłam w słodkiej niewiedzy i użyłam go  ze cztery razy zanim na ten skład spojrzałam.
I wiem, wiem, zła parafina na samym początu składu. Ekstrakty dopiero po zapachu.
No ogólnie nie wygląda to najlepiej...
Ale przechodząc do meritum.

Opakowaniem jest tubka o pojemności 100ml, jest poręczna, do szaty graficznej też się nie przyczepię. Zamknięcie typu "klik" dobrze działa, łatwo otworzyć, łatwo zamknąć.
Producent trochę koloryzuje mówiąc "gruboziarnisty", drobinki są raczej małe i w zasadzie nie jest ich wiele.
Zapach jest dość delikatny, w gruncie rzeczy mało wyczuwalny, przypomina mi trochę jakiś balsam do ciała.
Według zaleceń producenta "Odpowiednią ilość peelingu rozprowadzić na stopach i masować kilka minut", ja do masażu używałam pumeksu, bo nie lubię tego robić dłonią. Więc nakładałam odpowiednią ilość na stopy i tarłam pumeksem (tylko w miejscach, gdzie skóra jest grubsza). Na moje stopy działa to bardzo dobrze, wszelkie suche skórki są zlikwidowane, skóra jest gładka. Raz spróbowałam nawet trochę "zapuścić" pięty i peeling nadal dobrze sobie radził.
Jego cena nie jest wysoka - jakieś 7zł, dostępny na pewno w rossmanie. 


No i w końcu piątek. Przy życiu trzyma mnie jedynie myśl, że  jeszcze tylko 2 tygodnie do przerwy świątecznej :)
Trzymajcie się ciepło, już dziś była niezła śnieżyca ;)

Pilarix

Czyli mój bohater w walce z rogowaceniem okołomieszkowym.


Co mówi producent:

(chyba blogspot popsuł jakość :/)

Według mnie:

Zaczynając od spraw przyziemnych: krem jest zapakowany w poręczną tubkę o pojemności 100ml. Korek jest odkręcany, wolałabym typu "klik", byłoby po prostu łatwiej.
Za to tubka jest bardzo przyjemna w dotyku ;) Szata graficzna jest minimalistyczna, z tyłu umieszczone są niezbędne informacje.

Krem możemy kupić w aptekach, SuperPharmie, więc dostępność jest dobra. Cena w DOZie to prawie 18zł, w SuperPharmie możemy go kupić za 20zł (ostatnio była promocja 2 za 20zł, a zaraz potem jeden za 9zł).

Zapach nie jest zbyt przyjemny, nie wiem do czego go przyrównać, ale kwiatkami nie pachnie ;) Jednak po dwóch, trzech aplikacjach przyzwyczaiłam się i już mi nie przeszkadza. 
Krem jest dość gęsty, bardzo dobrze się wchłania i pozostaje nam po nim bardzo miękka i gładka skóra.

Przechodząc do zastosowania, jak widać ma ich kilka. Ja używam go do mojej "tarki" na ramionach i do miejsc, które mają skłonność do podrażnienia po depilacji.
W tych funkcjach sprawdza się doskonale, nie usunął całkowicie objawów rogowacenia okołomieszkowego, ale znacznie zmniejszył ilość krostek i przy regularnym stosowaniu bardzo poprawia stan skóry na ramionach.
Jego działanie kojące po depilacji również jest bez zarzutu, dzięki niemu nie robią mi się krostki, a skóra nie jest podrażniona, nie swędzi i nie piecze.

Podsumowując - ten krem naprawdę potrafi umilić życie. Jego zalety całkowicie wynagradzają dziwny zapach, więc jest praktycznie bez wad :)




I jeszcze sprawy techniczne, myślałam nad przechrzczeniem bloga, żeby zamiast "Niebotycznie kosmetycznie" nazywał się po prostu "Marta Beauty", jak jest w adresie. Wydaje mi się, że byłoby łatwiej zapamiętać i trafić potem. 
Zaraz zacznę zmiany, ze zmianą nazwy łączy się też nowy nagłówek. Mam jedną propozycję i będę szczęśliwa, jeśli napiszecie mi co o nim myślicie :)








Rogowacenie okołomieszkowe

Rogowacenie okołomieszkowe jest nieprawidłowym rogowaceniem naskórka. Często spotykamy się z tym na naszych ramionach, czasem także udach i pośladkach.
Rogowacenie jest spowodowane nadmiernej utracie wody w skórze oraz niezłuszczeniem obumarłych komórek.

Potocznie nazywamy to "tarką", ponieważ objawia się zwykle jako krostki, ale może także powodować nieciekawy kolor skóry. Sama jestem dotknięta tym problemem i moje ramiona są bardziej czerwone, w zimnie robią się prawie fioletowe, no i oczywiście występują nieestetyczne krostki.

Schorzenie to może być dziedziczne (dziękuję tato :) ) albo nabyte, spowodowane nadmiernym wysuszeniem skóry.
Istnieje teoria, że rogowacenie okołomieszkowe wiąże się z nieprawidłowym wchłanianiem witaminy A (tu pewności nie mam, więc to raczej w ramach ciekawostki).


Jak z tym walczyć?

PEELING - mechanicznie złuszczymy to, co zalega. Ale uwaga, jeśli macie stany zapalne, to należy poczekać aż trochę się uspokoją.

NAWILŻENIE - warto kupić kosmetyk, który ma w składzie mocznik, panthenol, kwas salicylowy i alantoinę

 Kwas salicylowy o stężeniu 2% ułatwia oddzielanie się nawarstwionych rogowaceń, z kolei 20% mocznik intensywnie nawilża i zwiększa elastyczność warstwy rogowej naskórka. Alantoina będzie działała regeneracyjnie – przyspieszając gojenie uszkodzonej skóry. Na pewno warto też zwrócić uwagę na obecność panthenolu, który skutecznie złagodzi wszystkie podrażnienia - dr Marek Lewandowski
Kremem, który bardzo dobrze sobie radzi z moimi ramionami jest PILARIX.

Miłego wieczoru!


Soraya, Glinkowa maseczka do cery tłustej i mieszanej


Według producenta

Jeśli Twoja cera wymaga szybkiego i bardzo skutecznego oczyszczenia, chcesz zredukować niedoskonałości, pozbyć się zanieczyszczeń i nadmiaru sebum, glinkowa maseczka sprawdzi się doskonale. Zaraz po użyciu cera staje się matowa i świeża.


Biała glinka bogata w mikroelementy oraz sole mineralne, doskonale wchłania nadmiar sebum oraz działa ściągająco na ujścia gruczołów łojowych.

Ekstrakt z zielonych alg silnie nawilża skórę, w widoczny sposób poprawiając jej wygląd.



Sposób użycia : Maseczkę nałóż na oczyszczoną skórę twarzy. Pozostaw na 10 minut. następnie zmyj wodą.
Skład : Aqua, Kaolin Glycerin, Bentonite, Stearic Acid, Titanum Dioxide, Hydrolyzed Algin, Chlorella Vulgaris Extract, Maris Aqua, Lactic Acid, Citric Acid, Malic Acid, Camellia Sinensis Extract,Dimethicone, Sodium Laureth Sulfate, propylene Glycol, DMDM Hydantoin, Methylparaben,CL 42090, Cl 19140, parfum, Benzyl Salicylate, Butylphenyl Methylpropional, Linalool, Citronellol, Hexyl Cinnamal, Limonene Alpha- Isomethyl Ionone.

Moim zdaniem

Opakowanie jest typowe, 2 połówki po 5ml, z czego jedna część starczy na dwa razy (jak ktoś się uprze to i na trzy by wystarczyło ;) )
Kolor jasnozielony, zapach dość typowy dla takich maseczek.

Pierwsze wrażenie było nieciekawe, bo po nałożeniu maseczki zaczął mnie piec policzek i tak było za każdym razem. Nie wiem z czym to jest związane, bo po zmyciu maseczki nie mam podrażnień.
Maseczka szybko zasycha, warto psikać twarzy wodą albo hydrolatem, bo uczucie jest średnio przyjemne.

Po zmyciu maseczki zauważyłam przede wszystkim lekkie zmniejszenie zaczerwienień (mam jakiś lekki rumień na policzku, albo coś takiego, w każdym razie czerwona plama), skóra jest o gładka. Niestety zaskórniki nieruszone. Odnoszę wrażenie, że twarz jest taka "uspokojona", niedoskonałości nie są takie zaczerwienione, skóra wydaje się bardziej promienna, ładniejsza.

Przez kilka godzin po użyciu maseczki, wydzielanie sebum jest ograniczone, nos mi się nie świeci (co jest moją zmorą). Niestety po jakimś czasie efekt mija i wszystko wraca do "normy".

Podsumowując maseczka jest w porządku, producent spełnia obietnice, ale dalej będę szukać czegoś lepszego. Na pewno czasem będę do niej wracać :)

A Wy jej używałyście? Albo może macie jakieś maseczki sprawdzone i godne polecenia? :)

Jak dbać o siebie zimą?



Zima może być naprawdę ciężkim okresem dla naszej skóry i włosów (nie wspominając o zdrowiu).

O tej porze roku spotykamy się z wieloma nieprzyjemnymi czynnikami.
Przede wszystkim jest to zimno, częste zmiany temperatury (wchodzenie z zimna do ciepłego pomieszczenia, wychodzenie), wiatr, suche powietrze w pomieszczeniach. 

Przez niesprzyjające warunki nasza skóra staje się sucha, włosy też nie mają się najlepiej.

Co możemy zrobić?
-dla skóry

  1. Delikatne oczyszczanie skóry. Nasza skóra już jest wysuszona, musimy postarać się odbudowywać płaszcz lipidowy, a nie go zaburzać.
  2. Krem. Najlepiej sięgnąć po tłustszy krem niż w czasie innych pór roku, skóra potrzebuje szczególnego nawilżenia. Dodatkowo warto jest używać kremu niedługo przed wyjściem, aby zapewnić skórze ochronę.
  3. Filtry. W czasie zimy nasza skóra jest wrażliwa, a 80% promieni UV odbija się od śniegu i stanowi dla niej niebezpieczeństwo.
  4. Pomadka ochronna. Usta także nie mają lekko, narażone są na zimno i wiatr, a często dodatkowo im szkodzimy poprzez oblizywanie. Zimą usta są suche, często pękają, co jest bolesne i nieestetyczne. Najlepiej pomalować je pomadką/balsamem jeszcze przed wyjściem z domu i pamiętać o tym w ciągu dnia.
  5. Krem do rąk. Dłonie są często wystawione na zimno. Ubieramy się od stóp do głów, ale zapominamy o rękawiczkach. Wystawianie rąk na takie warunki atmosferyczne kończy się wysuszeniem skóry oraz szybszym jej starzeniem. Nie zapominajmy więc o kremie do rąk i rękawiczkach.
  6. Maseczki. Kolejny istotny element w zimowej pielęgnacji. Należy sięgać po maseczki nawilżające i odżywiające naszą cerę.
  7. Makijaż. Warstwa podkładu i pudru może być dodatkową barierą ochronną dla naszej skóry.


-dla włosów

  1. Czapka. Część z Was pewnie nie nosi czapki, ja sama kiedyś tego nie robiłam. Zimą cebulki włosów marzną, co je osłabia i wzmaga wypadanie włosów. Dlatego musimy je chronić.
  2. Silikony. To właśnie one stworzą na naszych włosach ochronną barierę, dzięki nim zmniejszymy ilość mechanicznych uszkodzeń, które w tym okresie są bardzo częste (ocierają się o kurtki, szaliki). 
  3. Odżywki. Ważną rolę odgrywa nawilżanie i odżywianie włosów w tym niesprzyjającym czasie.
  4. Olejowanie. 
  5. Związywanie włosów. To także trochę ograniczy mechaniczne uszkodzenia.


Mam nadzieję, że moje wskazówki się Wam przydadzą :)



(Nie mogłam się powstrzymać przed dodaniem kilku obrazków :) )

A Wy jak dbacie o siebie zimą?
Miłej soboty! :)



Świąteczna wishlista :)

Zero oryginalności, ale powiem szczerze, że lubię takie posty na innych blogach. Można trochę poznać blogera, zainspirować się, wpaść na dobry pomysł, albo po prostu wymyślić, co sami chcielibyśmy dostać. 
Zrobiłam taką niezbyt kosmetyczną wishlistę :)




1. Iphone 5s w tym konkretnym kolorze. Zakochałam się od pierwszego wejrzenia. A że mój telefon bardzo szwankuje już, to warto byłoby sprawić sobie coś, co działa i spełnia nasze oczekiwania. Mam nadzieję, że stanie się to prędzej niż później :)

2. Yankee Candle - przede wszystkim woski, najlepiej DUŻO wosków (bardzo chcę wypróbować zapach z obrazka, którego właściwie nie widać, jest to Salted Caramel), kominek jest tylko zachcianką, nie muszę go mieć natychmiast, bo w domu mam trzy czy cztery kominki :)

3. Hakuro H54 - muszę w końcu wypróbować, czy rzeczywiście takie cuda!

4. Revlon Colorstay - bardzo popularny podkład, z recenzji wiem, że dobrze kryje, jest wytrzymały i ogólnie warty swojej ceny. Jak będzie na promocji to z chęcią sama ocenię jak działa.

5. Przezroczysty parasol - właściwie aż tak mi się nie marzy, ale całkiem fajny jest, wpadł mi w oko.

6. Kindle - nie wiem czy muszę tłumaczyć? Cudeńko do czytania ebooków :)

7. Savon noir, czarne mydło - producent w zasadzie obojętny, byle miał prosty skład, bez niepotrzebnych dodatków.

8. Czapka Bleta - urzekł mnie kolor czapki :)

Jeszcze mam kilka cichych marzeń, ale myślę, że na razie taka dawka starczy :)



Pozdrawiamy! :)


I jeszcze jedno :)
Ilierette nominowała mnie do Liebster Blog Award, bardzo mi miło :)

1) Jak wygląda Twoja pielęgnacja twarzy?
Każdego ranka przemywam tonikiem (Fitomed do cery tłustej i trądzikowej), potem lekki krem i makijaż. Wieczorem zmywam makijaż i myję twarz emulsją micelarną (Cetaphil), potem w zależności czego potrzebuję maść cynkowa / krem (aktualnie La Roche Possay Cicaplast). Do tego jakieś dwa razy w tygodniu peeling (aktualnie Ziaja peeling enzymatyczny) i maseczka (ostatnio była Soraya do cery tłustej).

2) Jakbyś miała do wyboru tylko jeden kosmetyk, co byś wybrała?
Trudne pytanie, musiałabym to podzielić na kategorie szampony/odżywki/kremy etc, bo tak wybrać jeden jedyny, to nie wiem. Pewnie wybrałabym mój podkład, bo jeszcze nie zwalczyłam trądziku. ;)

3) Czy korzystałaś kiedyś z usług Brafitterki? Czym jest dla Ciebie biustonosz?
Nie korzystałam, ale niedługo się wybieram, bo znalazłam bardzo blisko siebie, więc warto spróbować. Stanik jest trochę męką trochę wybawieniem.

4) Pies czy kot?
Kiedyś bez wątpienia powiedziałabym PIES, ale odkąd straciłam mojego kochanego kota, ciężko mi wybrać. Chciałabym mieć znowu oba zwierzaki.

5) Czy cierpisz na zjawisko "nie mam co na siebie włożyć"? ;)
Nieustannie ;) Zwykle mam tak, że dwa/trzy dni wiem co założyć, a potem pustka. Jeszcze mam co założyć dzień po zakupach :)

6) Jaka jest twoja wymarzona długość włosów?
W zasadzie moje mi się całkiem podobają, ale mogłabym mieć do talii (nie tak znowu dużo mi brakuje), choć nie wiem, czy nie przeszkadzałyby mi ;)

7) W jakich kolorach najlepiej się czujesz? Jakich unikasz?
W mojej szafie gości najwięcej takich spokojniejszych kolorów, czerń, brąz, beż. Bardzo lubię bordowe ubrania :) Unikam wszelkich żarówiastych odcieni żółci, zieleni, niebieskiego czy różu. W ogóle to kolory nie goszczą u mnie raczej.

8) Masz jakąś fobię?
Przede wszystkim boję się pająków i wszystkich innych robali / owadów.

9) Ostatnio ciągle leci mi w głowie...
Przeczytałam pytanie i w mojej głowie zagościła pustka.

10) Masz jakąś ulubioną grę?
Kiedyś bardzo lubiłam Age of Empires i Heroes. 

11) Mój sposób na organizację to...
Jak muszę zorganizować sobie czas, bo mam dużo do zrobienia, to po prostu jakoś sobie układam w głowie plan czasowy i staram się tego trzymać. Oprócz tego sposobów brak ;)


Choćbym bardzo chciała, nie mam pojęcia kogo nominować, chyba wszyscy, których czytam mają już po kilka nominacji, więc ponawiam: jeśli ktoś zechciałby się pojawić w nominacjach z chęcią go wpiszę, ale nie chcę nikogo zmuszać do niczego :)


Teraz już ostatecznie pozdrawiam!



Nowości, nowości...

... czyli co kupiłam na promocjach.

ROSSMAN

No tu wydałam tylko 30zł, przede wszystkim zależało mi na matującym top coat'cie (nie mam pojęcia jak to odmienić ;) ). Oprócz tego wpadł planowany czerwony lakier, planowany biały lakier, nieplanowany lakier w bliżej nieokreślonym kolorze (grafit czy coś takiego). Oprócz tego eyeliner, który wzięłam pod wpływem chwili, sama nie wiem po co i róż, który wypróbuję jako bronzer.


(tutaj róż bardzo różowy wyszedł, jest bardziej pomarańczowo-brązowy)

SUPERPHARM


Tutaj też było raczej skromnie, rzuciłam się na krem Tołpy, który planowałam. Chciałam też wziąć Iwostin Purritin nawilżający, który uwielbiam, ale złapałam nie to, co chciałam. Także zostałam z kremem redukującym niedoskonałości (na pewno też się przyda).
Oprócz tego tran w tabletkach, na odporność i włosy i kilka drobniejszych rzeczy.



Korzystając z okazji, że znowu byłam w pobliżu, kupiłam jeszcze dwa lakiery po 1zł. Złapałam czarny, bo mój ukochany już gęstnieje i złoty, będę mogła wykonać jakiś manicure świąteczny ;)

A niekosmetycznie powiem też, że umieściłam nową wyszukiwarkę na blogu, po prawej stronie ją znajdziecie :) Wcześniejsza już dawno się psuła, teraz w ogóle nie działała, więc czas na zmianę. Po wciśnięciu "wyszukaj" nie zniechęćcie się widząc najpierw ze dwa wpisy sponsorowane, bo to google umieszcza, potem są już wpisy z bloga :)

A Wam jak się udały zakupy na promocjach? Poszalałyście? :)
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...